niedziela, 28 kwietnia 2013

Wakacje, plany...

To naprawdę dziwne uczucie wiedzieć, że jeszcze jakieś dwa miesiące i wakacje. Dwa miesiące i będzie trzeba się rozstać ze swoją klasą. Nie jestem z nimi jakoś szczególnie zżyta, ale mimo wszystko będzie mi ich trochę brakować. W końcu wiem jacy oni są, czego można się po nich spodziewać, a kiedy pójdę do nowej szkoły to nie będę znała kompletnie nikogo. Ale z drugiej strony nie mogę się już doczekać spotkania z rodziną i przyjaciółmi, więc chcę, żeby te wakacje zaczęły się jak najszybciej. Chociaż ten rok naprawdę bardzo szybko mi zleciał. Mam wrażenie, że pierwszy dzień w tej ostatniej klasie był jakiś miesiąc temu. 

Postanowiłam sobie, że kiedy pójdę do nowej szkoły to będę bardziej otwarta na nowych ludzi. Nie wiem dlaczego tak jest, ale w Polsce jestem zupełnie inną osobą. Zawsze jestem otwarta na nowe znajomości, mogę podejść do kogoś obcego na ulicy i zacząć z nim rozmawiać itp. A tutaj jest inaczej i dlatego postanowiłam to zmienić. 

A poza tym to mam już tyle planów na wakacje. Już się nie mogę doczekać tego dnia, kiedy wsiądę do samochodu i będę jechać na lotnisko. Zawsze dzień wcześniej nie mogę zasnąć i ogólnie strasznie mi się dłuży. W tym roku postanowiłam nie mówić znajomym, którego będę. A taka tam niespodzianka... :)

A tak w ogóle to byłam u  fryzjera i zrobiłam tę grzywkę. Na początku jak wyszłam od fryzjera to byłam zadowolona, ale teraz już nie tak bardzo. Będę ją spinać do góry, a jak trochę odrośnie to zacznę zaczesywać na bok i nie będę jej podcinać tylko ją zapuszczę. 

wtorek, 23 kwietnia 2013

Metamorfoza

Postanowiłam, że nie robię tej grzywki, ścinam te zniszczone końcówki (w sumie to więcej zetnę), definitywnie kończę z prostowaniem ich (no może czasami), bo stwierdziłam, że fale są takie dziewczęce, a do takiego stylu właśnie dążę. 

Postanowiłam, że uzbieram trochę pieniędzy do wakacji, a poza tym w Polsce jeszcze pewnie coś dostanę od rodziny, więc wybiorę się na zakupy i zaopatrzę się w bardziej dziewczęce ubrania. Więcej koszul, sweterków, marynarek, chust, balerinki itp. Buty na obcasie czy koturnie odpadają, bo wiadomo jaki tutaj jest teren - albo z górki, albo pod
źródło: google
górkę. Dlatego trampki/tenisówki zostaną, ale połączę je z bardziej dziewczęcymi ciuchami. 
To będzie taka mała metamorfoza przed rozpoczęciem liceum. 



środa, 17 kwietnia 2013

''Nawet najdalszą podróż zaczyna się od pierwszego kroku''

Wszyscy dookoła nas wiedzą najlepiej jakie życie jest dla nas odpowiednie, a nas uważają za rozpieszczonych gówniarzy. 
Znów na tapecie pojawiły się moje plany na przyszłość. Postanowiłam, że jednak pójdę na studia, ale podróże będą. Nie jestem już pewna jakie studia chcę wybrać, ale chyba zdecyduję się jednak na tego tłumacza, bo ta praca najbardziej będzie pasować do mojego trybu życia. 

Już kiedyś wspomniałam, że rodzina i najbliżsi przyjaciele mnie w tym wspierają, ale problem pojawia się gdy zaczyna się wtrącać dalsza rodzina i znajomi, z którymi widuję się raz na ruski rok. Oni twierdzą, że ''życie na walizkach'' nie ma sensu, że takie życie prowadzi do upadku, że mnie zgwałcą, zamordują i Bóg wie co jeszcze mi zrobią. Dziwią się jak rodzice mogą mnie w tym wspierać. Ale nie pamiętają już jacy oni byli mając te 16 czy nawet 20-kilka lat - ''zapomniał wół jak cielęciem był''. Oni też popełnili wiele błędów. I na pewno żałują niektórych podjętych decyzji. Tyle, że ciężko jest się przyznać do błędów. Lepiej komuś ustawiać życie. 
Ja rozumiem, że oni się martwią i tak dalej, ale niech zrozumieją, że każdy ma inne plany na życie, że nie każdy marzy o mężu, gromadce dzieci, dobrej pracy i dużym domu za miastem. Nie twierdzę jednak, że nigdy nie chcę mieć dzieci czy męża. Może kiedyś nadejdzie taki czas, że usiądę i stwierdzę, że pora się ustatkować. 
Nikt z nas nie ma gotowego przepisu na życie. Nie będę oryginalna, kiedy stwierdzę: żyjmy tak jak chcemy, bo to nasze życie i nikt go za nas nie przeżyje. Ale czy to nie jest prawda? Popełniajmy błędy, bo tylko na nich tak naprawdę się uczymy. I nieraz będziemy ich żałować, żałować podjętych decyzji, ale ''lepiej zgrzeszyć i żałować, niż żałować że się nie zgrzeszyło''. 
źródło: weheartit.com

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Lista książek

Ostatnio zrobiłam sobie taką listę książek, które planuję przeczytać w najbliższym czasie i postanowiłam się tą listą z Wami podzielić. Może ktoś z Was czytał którąś z książek i napisze czy warto się za nią brać.

''W drodze'' - Jack Kerouac
Podróże, imprezy, alkohol, przygoda, chęć poczucia wolności... Nie wiem co więcej mogłabym o tej książce napisać. Po prostu muszę ją przeczytać, bo podziwiam takich ludzi.






     ''Zanim umrę'' - Jenny Downham
Szesnastoletnia Tessa jest nieuleczalnie chora i zostaje jej tylko kilka miesięcy życia. Postanawia zrobić listę dziesięciu rzeczy, które chce zrobić przed śmiercią. 






''Chłopiec z latawcem'' - Khaled Hosseini
O tej książce słyszało pewnie większość z Was, więc nie widzę sensu się rozpisywać. A jeśli nie to odsyłam Was tu.







''Jedz, módl się, kochaj'' - Elizabeth Gilbert 
Elizabeth Gilbert przed trzydziestką miała wszystko o czym mogła by tylko pomarzyć niejedna kobieta: męża, dobrą pracę, dom za miastem, ale mimo to nie była szczęśliwa, dlatego wybiera się w podróż do Indii, Indonezji i Włoch. 





Lista nie jest zbyt długa, ale co jakiś czas powiększa się o kolejną pozycję, dlatego tutaj wymieniłam te książki, na których przeczytaniu zależy mi najbardziej. 

piątek, 12 kwietnia 2013

''Przyjaźń, która się kończy, tak naprawdę nigdy się nie zaczęła''

Mówią, że wyjeżdżając za granicę traci się kontakt z przyjaciółmi. Nie do końca się z tym zgodzę. 
Jeśli jest to prawdziwa przyjaźń to przetrwa się wszystko. Ja z większością moich znajomych mam nadal kontakt. Prawie codziennie ze sobą rozmawiamy, w wakacje codziennie się spotykamy... I tak już jest od prawie 6 lat. 
Napisałam z większością, bo niestety z niektórymi urwał się kontakt. Na ulicy mijamy się bez słowa, jak gdybyśmy się nigdy nie znali. Czy mi tego brakuje? Może trochę. Wiem jednak, że niektórzy się bardzo zmienili. Wiadomo, że z wiekiem każdy z nas się zmienia, ale czasami zadaję sobie pytanie: czy to są ci sami ludzie, których znałam kilka lat temu?
Pamiętam jak jeszcze mieszkałam w Polsce i po szkole (o ile była ładna pogoda) całą paczką chodziliśmy na taki plac zabaw. Były tam (i nadal są) dwie huśtawki, więc wykłócaliśmy się o to, kto pierwszy. Spędzaliśmy tam jakieś 20 minut, a później rozchodziliśmy się do domów, żeby odrobić lekcje, zjeść itp. a później znowu się spotykaliśmy...


źródło: weheartit.com
Ale dzięki temu wyjazdowi wiem przynajmniej, kto jest prawdziwym przyjacielem. Mimo że widujemy się tylko raz w roku to jesteśmy ze sobą zżyci. 
Może dzięki tej rozłące doceniamy też bardziej przyjaźń? Kiedy jestem w Polsce nie mamy nawet czasu, ani ochoty się kłócić. 
Nie wyobrażam sobie teraz stracić z nimi kontakt. Oni są dla mnie jak rodzeństwo. 

czwartek, 11 kwietnia 2013

Śnieg!

Nie wierzę. Po prostu nie mogę w to uwierzyć. Dziś rano spadł śnieg i najgorsze jest to, że nadal sypie. Mamy połowę kwietnia a tu śnieg! Nawet jak na Norwegię to jest to przesada. Przez ostatnie kilka dni było już naprawdę fajnie. W ciągu dnia temperatura dochodziła do 10-11 stopni, codziennie słońce świeciło... A dziś co? 
Pamiętam jak trzy lata temu w kwietniu było tak ciepło, że można było chodzić w letnich ciuchach. W zeszłym roku było tak samo. A najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że na północy Norwegii jest plusowa temperatura.

A żeby tego było mało to jeszcze jakieś choróbsko mnie dopadło. Musiałam się dziś ze szkoły zwolnić, bo miałam już dość tych krzyków, skakania itp. Kiedy jestem chora potrzebuję ciszy i spokoju. 

wtorek, 9 kwietnia 2013

Powrót do pierwotnych planów

Pół nocy spędziłam, pisząc ze znajomymi o tym, o czym był wczorajszy post (który zresztą usunęłam). Doszłam do wniosku, że mają rację. To jest chwilowy kaprys. Gdybym wybrała taki styl życia jaki opisałam - żałowałabym. Może nie od razu, ale kiedyś na pewno. Chcę iść na studia, chcę coś w życiu osiągnąć. Zawsze tego chciałam, ale później zaczęłam w to wątpić. Zaczęłam wątpić w siebie. Myślałam, że i tak nie dam rady. 
Teraz jednak wiara wróciła. Ze zdwojoną siłą :) Naprawdę nie mam pojęcia co się ze mną stało w ostatnim czasie. 
źródło: google

Chciałam też oznajmić wszem i wobec, że pracuję nad swoją zmiennością. W niektórych kwestiach często zmieniam zdanie. Chociaż może źle to ujęłam. W swoich poglądach i naprawdę poważnych sprawach zawsze mam to samo zdanie. 
Niektórzy uważają tę cechę za zaletę, ale dla mnie to wada. Powiem szczerze, że coraz lepiej mi idzie. Wiem, że z moich niektórych postów można było wyczytać coś zupełnie innego, dlatego je usunęłam i zaczęłam blogować na nowo.

Dzisiejszy post krótki i taki bardziej informacyjny. 

czwartek, 4 kwietnia 2013

Szkoła i stres

Właśnie doszłam do wniosku, że większość z Was nawet nie wie jak ja mam na imię. Czasami dodawałam tutaj zdjęcia wykonane przeze mnie z podpisem, więc może ktoś z Was zwrócił uwagę. W każdym razie oficjalnie Wam się przedstawię - jestem Karolina. Kiedyś strasznie nie lubiłam tego imienia. Przeszkadzało mi to, że jest takie popularne. Kojarzyło mi się z osobą wredną, wtykającą nos w nie swoje sprawy. Teraz też jakoś szczególnie za nim nie przepadam, ale stwierdziłam, że w sumie nie jest aż takie złe.

Coś czuję, że nie dostanę się do szkoły pierwszego wyboru. Zaniedbałam ten rok. Na początku 10. klasy obiecałam sobie, że dam radę, że wezmę się za siebie, ale kiedy przyszło co do czego, to komputer okazał się ważniejszy. Jestem chyba uzależniona od Internetu... 
Jestem zła na siebie. Wiem, że to tylko i wyłącznie moja wina. Czekają mnie jeszcze egzaminy, więc może jest szansa, że dam radę. Muszę chociaż przez te ostatnie miesiące wziąć się ostro za naukę, ale i tak boję się, że już jest za późno. Z tego co wiem to przyjmują do tej szkoły z taką średnią jaką ja mam (znam przypadek, że nawet z niższą od mojej przyjęli chłopaka), ale przecież może się zdarzyć, że mnie akurat nie przyjmą. Wiem, że nie powinnam przejmować się na zapas, ale w ostatnim czasie jestem poddenerwowana, chce mi się płakać z byle powodu. Odpowiedź do jakiej szkoły zostałam przyjęta, dostanę dopiero 10. lipca. Czekam już z niecierpliwością.