piątek, 3 maja 2013

Running to the Edge of the World...

Przepraszam za moją nieobecność, ale jakoś tak dziwnie się czułam i w sumie nadal czuję (znowu). Humor mi się zmieniał z minuty na minutę. 
Oglądałam masę filmików z koncertu Mansona, który był latem w zeszłym roku i płakałam, że mnie tam nie było (może pozostawię to bez komentarza). 
Chciałabym pójść na jego koncert, spotkać go, pogadać z nim, razem z nim nachlać się w trzy dupy (za przeproszeniem)... Nooo, a z tych takich bardziej realnych marzeń to chociaż być na jego koncercie. 
Ponoć już się ''uspokoił''. Ciekawe... 

Wiem, że piszę bez sensu, ale czułam, że muszę tutaj po prostu coś napisać. 
A teraz zostawiam Was z piosenką, przy której od kilku dni się dołuję.. 

7 komentarzy:

  1. A mnie to jakoś nigdy nie ciągnęło na żadne koncerty...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jestem wielką fanką Mansona, ale znam trochę piosenek i lubię. :D Nie wiem dlaczego, ale teraz każdy przeżywa że nie był na jakimś koncercie. natomiast mnie tak jak wyżej Martę nigdy nie ciągnęło.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja strasznie żałuję, że nie mogłam być na zeszłorocznym koncercie Linkin Park - też cholernie to przeżywałam, ale już mi przeszło :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jaka ta piosenka smutna... Nie dołuj się :)
    Myśl pozytywnie!
    Czekam na wesołą notkę :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Manson rządzi! Kocham jego głos i piosenki <33. Chodźmy obydwie na jego koncert i nachlejmy się z nim razem w cztery dupy, a nie trzy haha XD

    OdpowiedzUsuń
  6. Faktycznie smutna ta piosenka...
    Nie słucham go, ale skoro tak ci zależało na jego koncercie to szkoda, że nie mogłaś pójść.
    Ale nie dołuj się już, postaraj się pomyśleć pozytywnie, może uda się innym razem :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziewczyno, spokojnie, całe życie przed Tobą, jeszcze pewnie wybierzesz się na jakiś, bo może niekoniecznie Mansona, koncert :D

    OdpowiedzUsuń