niedziela, 14 lipca 2013

Liebster Blog Award + wyjazd

Zostałam nominowana do Liebster Blog Award przez Merry.

1. Ulubiony film?
''Skazany na bluesa''.

2. Dlaczego zdecydowałaś się prowadzić bloga?
Po prostu pewnego dnia naszła mnie taka ochota.

3. Twoje motto?
Żyj tak jakby każdy dzień był Twoim ostatnim... - James Thurber. 

4. Ile czasu zajmuje Ci pisanie posta?
To zależy, ale zazwyczaj około 20 minut.

5. Twoje największe marzenie?
Dużo podróżować.

6. Twój ulubiony kosmetyk to...?
Tusz do rzęs.

7. Masz jakieś fobie?
Boję się pająków...

8. Jaką fryzurę najczęściej nosisz?
Najczęściej mam rozpuszczone włosy. 

9. Ulubiona książka?
Lista moich ulubionych książek często się zmienia, ale na chwilę obecną jest ''Zanim umrę'' - Jenny Downham. 

10. Psiaki czy kociaki?
Hmm... Nie potrafię wybrać :) 

Nikogo nie nominuję, bo po prostu nie mam czasu. 
Jutro wyjeżdżam do Polski na miesiąc, więc przez ten czas posty raczej nie będą się pojawiać, ale sami rozumiecie - wolę ten czas spędzić z rodziną i przyjaciółmi niż przed komputerem. Będę miała stały dostęp do Internetu, więc może czasem wpadnę tutaj, żeby skomentować Wasze posty itd. 
A tymczasem lecę się pakować ;)

poniedziałek, 8 lipca 2013

A może jednak Norwegia...?

W ostatnim czasie sporo myślałam nad tym czy zostać w Norwegii po studiach, czy wyjechać jednak gdzieś dalej. 
Nie żyje mi się tutaj źle, ludzie są mili, tolerancyjni. Życie tutaj płynie jakoś tak spokojniej. Norwedzy podchodzą do wszystkiego tak na luzie, spokojnie. Nie stresują się tak wszystkim na zapas, nie narzekają. I mimo że czasami ta ich ślamazarność doprowadza mnie do szału to jednak kiedy w zeszłym roku byłam w Polsce, to pod koniec wakacji zatęskniłam za tą ciszą, spokojem. (Ale gdybym kiedyś miała się z kimś związać tak na poważnie, to na pewno nie byłby to Norweg. Jakby to powiedzieć... cóż, zbyt duża różnica kulturowa) ;)

I tak sobie pomyślałam: czy jest sens się wyprowadzać, skoro tutaj nie jest źle? Poza tym nie wiem czy miałabym siłę na kolejną wyprowadzkę do obcego kraju. 
Odkąd pamiętam marzę o dalekich podróżach, a mieszkając i pracując tutaj miałabym taką możliwość. Teraz mogę odwiedzać rodzinę i przyjaciół przynajmniej raz w roku, a gdybym wyjechała na przykład do Australii to w Polsce byłabym raz na kilka lat. 
Pamiętam jak jeszcze niedawno chodził mi też po głowie powrót do Polski, ale z tego co opowiada rodzina i znajomi to tam jest coraz gorzej. I tak jakoś ten pomysł szybko mi wyleciał z głowy. 
Więc może jednak tu zostanę...?


źródło: weheartit.com

sobota, 6 lipca 2013

Szkoda słów...

Wczoraj przyszła mi odpowiedź, że... dostałam się do szkoły pierwszego wyboru! To jest taki jakby odpowiednik polskiego Liceum Ogólnokształcącego i jestem naprawdę mega szczęśliwa, choć nieco się denerwują tą nową szkołą i ludźmi. Jednak z drugiej strony jest to nowy start z ludźmi, którzy mnie nie znają i nie mają szansy ocenić mnie od razu z góry. W każdym razie staram się być dobrej myśli. 
Rok szkolny zaczynam już 14 sierpnia. Wiem, że to bardzo szybko, ale należy pamiętać, że tutaj w ciągu roku szkolnego jest więcej wolnego niż w Polsce. 

A skoro mowa o szkole to przypomniała mi się pewna historia sprzed kilku miesięcy. 
My w Polsce mamy nadal mieszkanie, na którego adres przychodzą czasami jeszcze jakieś listy i kilka miesięcy temu zadzwoniła babcia i powiedziała, że przyszedł list z pytaniem do jakiego ja chodzę gimnazjum, bo oni nie mogą znaleźć żadnej informacji na ten temat.  Kiedy to usłyszałam to aż szczęka mi opadła. Jaki oni muszą mieć w tych dokumentach - za przeproszeniem - burdel? Wyjeżdżając z Polski zgłosiłam dyrektorce, że wyjeżdżam na stałe i nie pojawię się w nowym roku szkolnym, więc to jest już ich obowiązek to załatwić. A co gdybym tak rzeczywiście mieszkała w Polsce, ale nie chodziła do szkoły? Skapnęliby się dopiero po trzech latach, że ja nie chodzę do gimnazjum? 
Naprawdę szkoda słów.

czwartek, 4 lipca 2013

''Nie szczędź czasu, żeby być szczęśliwym''

Pamiętacie jak w kwietniu pisałam o metamorfozie? No więc wszystko zmierza w dobrym kierunku, ale nadal nie potrafię się rozstać z trampkami, więc ten styl nie jest tak do końca dziewczęcy jak myślałam na początku. 

A co u mnie? Jest paskudna pogoda i całymi dniami siedzę w domu przez co czas mi się strasznie dłuży i aż mnie skręca na samą myśl, że muszę jeszcze czekać cały przyszły tydzień. 
Wiele osób się dziwi, że ja się tak cieszę, że lecę do Polski. To nie jest tak, że ja tęsknię za samą Polską. Ja tęsknię za rodziną i przyjaciółmi. Gdybym nie miała tam żadnych krewnych czy znajomych to w ogóle bym nie latała do Polski. Bo i po co? 

A inni z kolei się dziwią czemu chciałabym zamieszkać na Alasce. Na razie zastanawiam się między Alaską i Australią. W przyszłości zamierzam dużo podróżować, ale muszę mieć gdzieś miejsce zamieszkania, a w Norwegii nie chcę mieszkać. To są jedynie wstępne plany, bo nie wiem jak mi się w życiu ułoży i może się okazać, że jednak w tej Norwegii zostanę, a może się też okazać, że będę mieszkać w NY, Chicago czy jeszcze gdzieś indziej, dlatego już niczego nie planuję. Co ma być to będzie...

Jeszcze 11 dni... Jak ja to wytrzymam?

poniedziałek, 1 lipca 2013

before I die

Na kilku blogach widziałam taki tag (?) ''before I die''. Pewnie już to widzieliście, a teraz ja postanowiłam takie coś przygotować. 

Przede wszystkim: 


Wiem już jaki i gdzie, więc może niedługo się pojawi ;)


Mój wujek ma psa tej rasy i po prostu uwielbiam te psiaki.

Jak tylko skończę 18 lat mam zamiar to zrobić.


Kiedy znudzą mi się podróże i stwierdzę, że czas się ustatkować
to chciałabym zamieszkać na Alasce z psem (oczywiście Husky)
i dwoma kotami :)



zdjęcia: weheartit.com