czwartek, 26 września 2013

Szczęście...

Dlaczego wszystko odkładamy na potem? Dlaczego nie potrafimy realizować naszych postanowień od zaraz?
Najczęściej kierujemy się myślą, że całe życie przed nami i mamy jeszcze czas. Ale wcale nie!
Skąd masz tę pewność, że rzeczywiście masz całe życie przed sobą? Skąd wiesz, że przechodząc jutro przez ulicę nie potrąci Cię pędzący samochód? Skąd wiesz czy zwykły ból głowy nie okaże się guzem mózgu i zostanie Ci już niewiele czasu?
Nie twierdzę, że mamy cały czas chodzić i martwić się, że nagle coś nam może się stać, ale po prostu cieszmy się życiem.
Wiem, że to już oklepane, ale... ''Żyj tak, jakby każdy dzień był Twoim ostatnim''.
Dlatego jeśli chcesz być szczęśliwy, chcesz się cieszyć życiem to zacznij od zaraz.

źródło

sobota, 21 września 2013

Wszystko za życie

Już dawno chciałam się zabrać za napisanie tej recenzji, ale nie wiedziałam jak to ubrać w słowa. 
Książka jest właściwie biografią, ale wywołała we mnie takie emocje, że jeszcze długo po jej skończeniu chodziłam i cały czas o niej myślałam. 
Został też nakręcony film, który mam zamiar obejrzeć.


Chris McCandless po ukończeniu studiów wyruszył w podróż po Stanach. 
Zerwał wszelkie kontakty z rodziną, rozdał pieniądze i wyruszył w podróż, która miała dać mu wolność. 
W końcu zawędrował na Alaskę, gdzie chciał spędzić kilka miesięcy w dziczy, żyjąc tylko z tego, co uda mu się upolować lub zebrać. Niestety - zginął. 

Zdania na jego temat są podzielone. Jedni go podziwiają, drudzy z kolei uważają, że był głupi, myśląc, iż uda mu się przeżyć kilka miesięcy w alaskańskiej dziczy nie mając żadnego doświadczenia. No i w końcu - jak mógł zerwać kontakty z rodziną. 
Ja jestem gdzieś pomiędzy. Zazdroszczę mu tej wolności, tego, że nie bał się wyruszyć w drogę, że żył tak jak chciał. Krótko, ale intensywnie. 
Jednak z drugiej strony to jego ignorancja doprowadziła go do śmierci. Był zbyt pewny tego, że uda mu się przeżyć kilka miesięcy z dala od cywilizacji, żyjąc tylko tym co uda mu się upolować. Nie miał kompletnie żadnego doświadczenia.

Książka jednak tak mnie pochłonęła, że po jej skończeniu czułam niedosyt. Czułam jakbym tam była. Jakbym to wszystko przeżywała wraz z Chrisem. 

W każdym razie chciałabym odwiedzić miejsce, w którym zmarł czyli opuszczony autobus. Jego ojciec zawiesił tam pamiątkową tablicę. To jest mój kolejny cel na liście miejsc, które chcę kiedyś zwiedzić. 

wtorek, 17 września 2013

Szaro, mokro, smutno...

Pamiętacie jak jeszcze niedawno pisałam, że chcę być sama? 
Cóż, przez ostatnie trzy miesiące trochę się zmieniłam. Marzenia i ambicje pozostały te same, ale nieco inaczej patrzę na pewne sprawy. 

W poście o wakacjach pisałam, że spotkałam przyjaciela z dzieciństwa po 6 latach. Dla mnie przyjaciel, a dla mojej przyjaciółki... pierwsza miłość. Wiem jak to głupio brzmi. Pierwsza miłość? Przecież mieliśmy wtedy po 10 lat. Oni też nie widzieli się kilka lat, więc kiedy w końcu się spotkali okazało się, że te wszystkie uczucia wróciły. Oni po prostu do siebie pasują. I kiedy tak patrzyłam na nich, to pomyślałam, że jednak fajnie byłoby mieć kogoś, kto mógłby cię w każdej chwili wysłuchać, przytulić... Zwłaszcza w takie dni jak dzisiejszy. 

źródło: google
Nadal chcę w przyszłości sporo podróżować i wcześniej uważałam, że związek by mnie ograniczał, ale zrozumiałam, że wcale tak nie musi być. Co z tego, że spełniałabym swoje marzenia, skoro nie miałabym z kim dzielić tego swojego szczęścia? Wcześniej uważałam, że przecież będę miała przyjaciół i rodzinę, ale znajomi mają też swoje życie. 

Nie szukam nikogo na siłę, bo to nie ma sensu, ale zaczęłam się zastanawiać czy ktoś by ze mną w ogóle wytrzymał. Ja jestem pełna sprzeczności, jeśli tak to mogę ująć. Z jednej strony lubię samotność, ale z drugiej chcę być wśród ludzi. Z jednej strony cenię sobie spokój, ale z drugiej uwielbiam szaleć z przyjaciółmi. 

Czasami jednak czuję się naprawdę samotna. Mimo że mam tutaj kilku znajomych to jednak to nie jest to samo co z tą ekipą w Polsce. 

sobota, 14 września 2013

Chwilo trwaj

Deszcz bębni o szyby. Obok śpi kot. W słuchawkach leci utwór Beatles'ów. 
Siedzę i analizuję. Analizuję każdą decyzję, która w jakimś stopniu miała wpływ na moje życie. Analizuję, ale nie żałuję. Nie żałuję, bo wierzę, że widocznie tak musiało być. 
Może to jest naiwne, ale wierzę, że jeśli coś ma się zdarzyć, to zdarzy się bez względu na wszystko. Przeznaczenie. 
Tak, jesień to zdecydowanie najlepsza pora na refleksje...


źródło

piątek, 13 września 2013

Czego nie lubię w Norwegii...

Właściwie nigdy nie pisałam o Norwegii. Czasami tylko przewinął się krótki temat na temat szkoły i to wszystko. 
Chyba nie powinno się tak zaczynać od razu od narzekania, ale po prostu muszę. 

1. Norwedzy są strasznie ślamazarni. Przeciętnego Polaka może trafić szlag, kiedy pani w sklepie dyskutuje z ekspedientką o pogodzie, a za nią stoi sześć osób z pełnymi koszykami. Oczywiście Norwegom to nie przeszkadza. 

2. Narzekacie w Polsce na biurokrację? Zapraszam tutaj. Żeby załatwić jedną sprawę potrzebujesz sto innych - zupełnie nie związanych z daną sprawą - papierów. Ale oczywiście nie powiedzą Ci od razu czego konkretnie potrzebujesz, musisz później dowozić, bo coś im się nagle przypomni.

3. Cieszcie się z polskiej służby zdrowia... Koleżanka parę lat temu przechodziła ospę, ale lekarz musiał zajrzeć do książki (!), bo nie wiedział co jej jest. Ostatnio inna znajoma poszła do lekarza z zapaleniem ucha. Dostała jakieś krople, które zatkały jej ucho i gdyby nie to, że miała jeszcze jakieś inne z Polski to dalej by tak chodziła z tym zatkanym uchem. Według norweskich lekarzy nie można kąpać małego dziecka codziennie. Jednym słowem - są niedouczeni. 

4. Wielu młodych Norwegów jest strasznie rozpieszczonych. 
Nie można ich zmusić np. do posprzątania pokoju, bo mogą to zgłosić do pewnej instytucji, przez co rodzice mogą mieć kłopoty.

Ten kraj ma również swoje zalety i nie mogę narzekać, że żyje mi się tutaj źle, ale nie nazwałabym tego swoim ''miejscem na ziemi''. Nie wiem czy zostanę tutaj już na stałe, czy nie i jak na razie nie chcę robić takich planów. Co będzie, to będzie. 

wtorek, 10 września 2013

Stylowe perypetie

Pamiętacie jak kiedyś pisałam o swoich ''perypetiach'' ze zmianą stylu?
W końcu mogę powiedzieć, że znalazłam coś dla siebie. 
W te wakacje nauczyłam się być po prostu sobą. Nie ukrywam, że mieli w tym spory udział przyjaciele i nie chodzi tu tylko o styl, ale o całokształt. W końcu zrozumiałam, że nie warto zmieniać się dla kogoś. To, że mam 16 lat nie znaczy, że muszę od razu zmienić styl na bardziej kobiecy i codziennie latać w szpilkach (tak, kiedyś taka dziewczyna dokładnie to mi powiedziała). 

Co do samego stylu to nie jest on oryginalny, ale nie na tym mi zależy. Po prostu zwykłe trampki, rurki jakiś sweter oversize i dodatki (np. w stylu hippie) lub jakaś koszula, albo t-shirt i kardigan. Bluzy raczej odstawiam. Nie różni się zbyt wiele od mojego poprzedniego, ale wprowadziłam kilka zmian. 
I będę tak chodzić nawet po 30-stce, jeśli nadal będzie mi się to podobać :) 
źródło: weheartit.com

sobota, 7 września 2013

Myślę, myślę...

Myślę, myślę... i nie mogę podjąć decyzji. 
Jak wiecie - w tym roku poszłam już do liceum i tu już zaczyna się ''prawdziwa'' nauka. Mam coraz mniej czasu na pisanie notek, to po pierwsze. A po drugie: pisanie ich już nie sprawia mi takiej przyjemności jak kiedyś. 
Naprawdę zaczynam poważnie zastanawiać się nad usunięciem bloga. 
Wiem, ostatnio pisałam, że cieszę się, iż nie usunęłam wcześniej bloga, ale teraz zaczynam myśleć, że to byłaby dobra decyzja. A już na pewno dobra dla moich ocen. 
Nie wiem jeszcze jaką decyzję podejmę, ale chciałam, żebyście wiedzieli o tym. 

źródło: weheartit.com

wtorek, 3 września 2013

Wakacje

Myślałam, żeby opisać jakoś moje wakacje, ale stwierdziłam, że zbyt dużo się działo bym mogła to ogarnąć. 
Niby nic wielkiego nie robiliśmy, ale z tą ekipą po prostu nie da się nudzić. 
Najlepsza była jedna z imprez, którą wspominamy aż do tej pory. Było naprawdę... ciekawie ;)
Kolejnym ciekawym wydarzeniem było spotkanie z przyjacielem po 6 latach. Jejku, to było niesamowite. Myślałam, że się rozpłaczę, kiedy w końcu się spotkaliśmy. 
Oprócz tego były wspomnienia z dzieciństwa, dużo śmiechu, trochę łez... Naprawdę dziwię się sobie, że potrafię wytrzymać bez nich aż cały rok. W miesiąc nie da się nadrobić tych wszystkich straconych dni. Ale jestem wdzięczna im za to, że czekają na mnie cały rok, że nic się nie zmieniło w naszych relacjach. Niektórzy byli wręcz pewni, że po moim wyjeździe stracimy kontakt, ale tak się nie stało (no, przynajmniej z większością). 
Najgorszy był oczywiście dzień mojego wyjazdu. Na lotnisko jechałam dopiero o 11.00, więc rano szybko poszłam się z nimi pożegnać. To było najgorsze pożegnanie w moim życiu. Jeszcze chyba nigdy przy żadnym wyjeździe tak nie płakałam jak w tym roku. 
Na szczęście mam już bilety do Polski na święta, więc zaczynamy powoli planować sylwestra :D 
Niestety nie miałam czasu na robienie zdjęć w wakacje, dlatego postaram się to nadrobić, kiedy będę zimą. 
Tak więc za 4 miesiące znów się widzimy. 

niedziela, 1 września 2013

Hello September

I już mamy wrzesień. Jesień zbliża się powoli. W związku z tym przydałby się bardziej jesienny wygląd bloga, lecz na razie nie chce mi się nic nowego tworzyć. 
Ten czas zdecydowanie za szybko leci. Niedawno przecież był lipiec i odliczałam dni do wyjazdu do Polski (teraz też odliczam).
Ale przyznam szczerze, że mimo, iż jesień jest taka ponura i często łapią nas jakieś ''dołki'' to jednak lubię tę porę roku. Lubię te jesienne spacery po lesie. Lubię jesienne wieczory, kiedy mogę zaszyć się pod kocem z kubkiem gorącej herbaty i jakąś dobrą książką. 

Wiem, że jutro idziecie już do szkoły, więc życzę Wam powodzenia :D