niedziela, 2 listopada 2014

''Oh baby, baby it's a wild world''

Wrzesień nie był zbyt udanym miesiącem dla mnie, październik okazał się być zupełnie inny, więc żeby była równowaga w przyrodzie, listopad przyniósł ze sobą załamanie. Jeśli tak mogę to nazwać.

Mam dość. Mam dość wszystkiego. Mam dość ludzi. A skoro ja mówię, że mam dość ludzi to znaczy, że nie jest zbyt dobrze. Chciałabym gdzieś uciec, zostawić to wszystko w cholerę. Chciałabym, żeby po prostu dali mi święty spokój, przestali ode mnie tyle oczekiwać.

Jeszcze parę dni temu miałam wrażenie, że wszystko to co robię do czegoś mnie prowadzi. Do czegoś dobrego. Przecież tak trzeba, tak wypada. Teraz jednak mam wrażenie, że błądzę jak dziecko we mgle. Snuję się z kąta w kąt, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Nie wiedząc co zrobić ze swoim życiem. Czuję pustkę. Takie nic, które mnie przytłacza i mam wrażenie, że niedługo całkowicie mnie zmiażdży, a ja nie będę miała siły już się podnieść.

Chciałabym zadowolić wszystkich wokół, ale mam wrażenie, że przez to w pewien sposób krzywdzę samą siebie. Może to egoistyczne... 

Wczorajszy dzień też nie pomaga w poprawie nastroju. Chyba dopiero wczoraj zrozumiałam tak naprawdę to święto, mimo że nie nazwałabym siebie osobą wierzącą, bo sama nie wiem czy wierzę, czy nie. Nie odszedł mi też nikt bardzo bliski. Jedynie jak byłam mała zmarł mój pradziadek, z którym ponoć byłam bardzo związana a którego teraz pamiętam jak przez mgłę. 

''Trudno mówić o szczęściu, gdy jesteśmy niezadowoleni z dzisiaj, zatroskani o jutro i rozżaleni decyzjami podjętymi wczoraj''.

Tak, jestem też rozżalona decyzjami, które podjęłam w ostatnim czasie. Decyzjami, z których już nie mogę się wyplątać.

Osiemnastka zbliża się coraz bardziej i mam wrażenie, że wraz z jej nadejściem rosną wymagania innych wobec mnie, a ja chciałabym się po prostu schować pod kołdrę, a najlepiej to uciec na bezludną wyspę i tam poczekać aż ktoś rozwiąże za mnie moje problemy.

A żeby tego wszystkiego było mało, to z moim zdrowiem też nie jest najlepiej. Ale ja tak boję się lekarzy... 


Nie mam siły... 

piątek, 31 października 2014

Brakuje mi lata...

Jesień była fajna dopóki nie zaczęło codziennie padać. W sumie nie przeszkadza mi to, kiedy siedzę w domu, mam zaciągnięte rolety i nie muszę oglądać tego co dzieje się za oknem, ale i tak tęsknię za wakacjami. 
Tęsknię za długimi, ciepłymi wieczorami, przesiadywaniu nocami na balkonie, spotkaniami ze znajomymi, długimi rozmowami, włóczeniem się bez konkretnego celu po mieście, wygłupami, imprezami, słońcem...
Tęsknię za tym, że czas płynął jakoś tak wolniej, za tym wakacyjnym klimatem. 

Jesień naprawdę jest fajna, ale akurat dzisiaj brakuje mi lata... 

loveit.pl

wtorek, 28 października 2014

''When I'm gone''

The time for us to say goodbye is near
The day I hoped would never come is here 
Though many hearts are broken we must somehow carry on
Cause I think you're gonna miss me when I'm gone

I thought my life was over when we met
So little to remember, so much to forget
Though it was you who saw me through the darkness to the dawn 
Still I think you're gonna miss me when I'm gone

I'm a modest man
And it hurts me to say these things to you 
After all we've been through it's the least that I can do
So instead of just goodbye I'll say so long
And as for the light by which you see me leave it on
I'm a better man than I was before 
knowing you has made me strong
and I sure am gonna miss you when I'm gone
Yes, I sure am gonna miss you when I'm gone

Randy Newman - When I'm gone


Dopadł mnie smutek, bo właśnie skończyłam jeden z moich ulubionych seriali.

czwartek, 23 października 2014

Liebster Blog Award

Zostałam nominowana do Liebster Blog Award przez Macky . Myślałam, że ta zabawa już dawno umarła śmiercią naturalną, ale jak widać się myliłam. Jednak lubię tego typu tagi, więc chętnie wzięłam udział. 

1.W jaki sposób się relaksujesz?
Najczęściej relaksuję się pod kocem, czytając książkę albo oglądając jakiś film lub serial. Do tego jeszcze dochodzi herbata/kawa i coś słodkiego.


2. Jakiego artystę cenisz najbardziej i dlaczego?
W sumie to nie mam żadnego ulubionego artysty. Kiedyś strasznie szalałam za Mansonem i mimo że ta fascynacja już mi minęła to nadal cenię go za to, że zawsze mówi to co myśli i nie boi się być sobą. W dzisiejszych czasach to niełatwe zadanie. Szczególnie jeśli chodzi o artystów.

3. Jaki jest Twój stosunek do homoseksualistów?
Normalni, zwykli ludzie. Nie interesuje mnie kto z kim żyje i sypia.

4. Gdybyś mogła stać się jednym z bohaterów filmu/książki, kim by on był?
Zdecydowanie Harry Potter :D

5. Jak spędziłabyś ostatni dzień życia?
Z rodziną i przyjaciółmi. Z przyjaciółmi chciałabym też zrobić coś szalonego.

6. Jaki jest Twój ulubiony sport?
Bieganie.


7. Wypowiedz się na temat anonimowych hejterów.
Uważam, że są to sfrustrowani ludzie, którzy nie mają pomysłu na siebie, wszystkiego zazdroszczą innym, więc wyżywają się w Internecie.


8. Cechy jakie powinien posiadać prawdziwy przyjaciel?
Przede wszystkim powinien być szczery. Nie oczekuję od swoich przyjaciół by zawsze głaskali mnie po główce i mówili to co chcę usłyszeć. Prawdziwy przyjaciel powinien czasami opieprzyć, kiedy widzi, że przyjaciel/przyjaciółka niszczy sobie życie. Oprócz tego powinien umieć dochować tajemnic.


9. Jaki jest Twój sposób na skuteczną naukę?
Nie mam żadnego konkretnego sposobu na naukę. Niestety nie potrafię uczyć się systematycznie, wiec kiedy wiem, że zbliża się jakiś sprawdzian to po prostu otwieram książkę i notatki i czytam.


10. Kto wie o Tobie najwięcej?
Ja sama.


11.Najbardziej szalona rzecz jaką kiedykolwiek zrobiłaś?
Ja ogólnie jestem ''postrzelona'' jak to mawia moja rodzina i przyjaciele, więc takich szalonych rzeczy było już sporo w moim krótkim życiu i ciężko jest mi sobie teraz przypomnieć. 

Nie nominuję nikogo. Kto ma ochotę może wziąć udział.

niedziela, 19 października 2014

18

Za długo było dobrze. 
To znaczy nadal jest, ale ostatnie dni skutecznie popsuły mi humor.
Nie będę obchodzić swojej osiemnastki, a to dlatego, że nie lecę do Polski. W kwietniu jest wycieczka klasowa do Anglii na 6 dni, więc trzeba było wybierać. To znaczy mogłam lecieć w grudniu do Polski i w kwietniu do tej Anglii, ale wtedy już wakacje bym spędziła w Norwegii, więc wolałam już sobie tę Polskę w grudniu odpuścić. Nie zmienia to jednak faktu, że i tak nie jestem pewna czy dobrze zrobiłam, bo w sylwestra miałam robić imprezę urodzinową. Już nawet ludzi miałam zaproszonych, a tak pewnie sylwestra prześpię, bo wolę nie myśleć, że w tym czasie mogłabym być w Polsce ze znajomymi i świetnie się bawić. A co zrobię w lutym, w dniu swoich urodzin? Założę wygodny dres, ciepłe skarpetki i zasiądę przed telewizorem albo laptopem. Zajebiście. O takiej właśnie osiemnastce marzyłam...

Jeśli ktoś ma ochotę wpaść z piwem/winem/szampanem to zapraszam.

Plus jest taki, że zaoszczędzę na kiecce i butach, a w Anglii się obkupię. Ponoć taniej.
Wszyscy powtarzają, że przecież imprezę mogę zrobić w wakacje, ale to już nie będzie to samo, więc ja tej ''magicznej'' liczby nie będę obchodzić.
Wiem, że teraz zachowuję się jak rozkapryszony gówniarz.

weheartit.com

środa, 8 października 2014

Szczęśliwa...

Ciężko mi uwierzyć w to, że życie i pewne sprawy mogą się w tak krótkim czasie zmienić. W ostatnim czasie wszystko układa się po mojej myśli. Mam w sobie tyle energii i motywacji, że nie wiem co zrobić jako pierwsze. 
Zaczynam uwielbiać to moje miasto, te uliczki, fontanny, które codziennie mijam w drodze do szkoły. W końcu, po 7 latach, zaczynam czuć się jak u siebie. Czuję, że to już jest mój dom. Do tego stopnia, że w przyszły czwartek idę na policję złożyć papiery o... norweskie obywatelstwo. Zastanawiałam się nad tym już jakiś czas, ale ostatnie wydarzenia dały mi kopa, żeby w końcu się na to zdecydować. Minus jest taki, że będę musiała sie zrzec polskiego. Nie wstydzę się i nigdy się nie wstydziłam tego, że jestem Polką, ale chcę tu mieszkać. Teraz naprawdę to czuję, więc dlaczego miałabym tego nie zrobić? Zawsze będę bez wstydu odpowiadać, że jestem z Polski jeśli ktoś się mnie o to zapyta. 

Pamiętacie jak w ostatnim poście pisałam o pewnej niejasnej sytuacji? Już ją rozwiązałam. Postanowiłam odpuścić sobie znajomość, która tylko mnie przytłaczała i nie miałam pojęcia na czym stoję. Poza tym związki na odległość zazwyczaj kiepsko się kończą... Cóż, w związku nie byliśmy, ale wiele do tego prowadziło. Ale wiecie co? O wiele lepiej się teraz czuję. 

sobota, 27 września 2014

''Życie jest małą ściemniarą, francą, wróblicą, cwaniarą...''

W ciągu ostatnich kilku dni sporo się wydarzyło, wiele spraw się wyjaśniło i w końcu odzyskałam spokój, którego tak bardzo mi brakowało. Pozostała tylko jedna dość niejasna sytuacja, ale w tym przypadku jedyne co mogę zrobić, to czekać na to co przyniesie los.

Naprawdę odzyskałam spokój, którego w ostatnim czasie mi brakowało. Teraz już wiem, że niepotrzebnie się martwiłam i zwątpiłam w przyjaciół. Bo jak się okazało, nie musimy codziennie ze sobą rozmawiać, codziennie sobie opowiadać co nowego wydarzyło się w ciągu dnia. Nie o to chodzi. Każdy z nas jest inny, każdy ma inne cele, marzenia, swoje życie i to jest wspaniałe, bo mimo tego wszystkiego wiemy, że zawsze możemy zadzwonić do siebie nawzajem i się wyżalić czy pochwalić jakimś sukcesem. Możemy nawet miesiąc się do siebie nie odzywać, ale jak już w końcu to zrobimy to nie możemy się nagadać. Tak, zauważyłam, że ja też mam o czym opowiadać, mimo że na pozór nic takiego się nie dzieje.

Czuję radość. Naprawdę. Znów jestem szczęśliwa i uśmiecham się najczęściej jak tylko mogę. Cieszę się z kolorowych spadających liści, z wiatru, który plącze moje włosy, z wieczorów spędzanych w moim małym, przytulnym pokoju z książką i świeczkami dookoła.
Znów zaczęłam medytować, bo wiem, że dobrze to na mnie działa. Po raz drugi miałam dosyć długą przerwę, którą zwalałam na brak czasu, ale czas mam tylko nie potrafię dobrze go wykorzystać i teraz chcę to zmienić.

Cały przyszły tydzień mam wolny, bo zaczynają się ferie jesienne, więc podładuję akumulatory, żeby jakoś przetrwać do grudnia. No właśnie grudzień... W tym roku znów planuję lecieć do Polski na święta. Na początku miałam lecieć w lutym na tydzień, bo myślałam, że będę musiała wymienić dowód i przy okazji chciałam zrobić swoją osiemnastkę, ale okazało się, że jednak nie muszę wymieniać, więc lecę w grudniu a osiemnastkę zrobię w sylwestra. Wolę dwa miesiące przed urodzinami świętować niż pół roku później (gdybym nie przyleciała w grudniu to impreza byłaby dopiero w wakacje).

Wrzesień nie był dla mnie zbyt udanym miesiącem, ale październik zapowiada się całkiem nieźle. 

Jest dobrze :)

sobota, 20 września 2014

''Wspomnienia wywołują ból. Najdotkliwszy zaś sprawiają najlepsze z nich''

A jednak wracam. I tak nie usunęłabym bloga. Nawet jeśli przestałabym pisać to nie zrobiłabym tego, bo kiedyś chciałabym tu wrócić i przypomnieć sobie jak to bylo. To taki swego rodzaju pamiętnik, z tą różnicą, że dzielę go z ludźmi – z Wami.

Mój nastrój się nie poprawił. Zaczęłam się zastanawiać czy ludzie, których znam 11 lat nadal są moimi przyjaciółmi, czy nie zaczynamy się rozchodzić. Może po prostu za bardzo to wszystko idealizowałam. Może widziałam to, co chciałam widzieć.  I nie mam o to żalu, pretensji. To normalne, że każdy z nas się rozwija, idzie swoją drogą.

I tu pojawia się kolejny problem. Oni wszyscy się rozwijają, mają pomysł na siebie, idą naprzód. A ja? Czuję, że stoję w miejscu, nic nie robię. Mam jedynie marzenia, których jak na razie nie dam rady spełnić, bo po prostu nie mam takiej możliwości. Nie muszę nawet o nie walczyć, bo mam jeszcze czas. No bo po co walczyć o coś, co będę mogła zrealizować dopiero za 2-3 lata?

Boli mnie to, że kiedy jestem w Polsce oni zawsze mają co wspominać, o czym opowiadać co wydarzyło się w ciągu roku, kiedy mnie nie było. Ja tworzę wspomnienia jedynie z nimi, bo przez cały rok w moim życiu nie dzieje się kompletnie NIC.
I boję się ich stracić. Boję się stracić to wszystko, ale wiem, że czasami na pewne rzeczy nie mamy wpływu.

I chyba czas się w końcu wybrać do lekarza. Badania zrobiłam sobie prawie rok temu i, mimo że lekarzem nie jestem, to wyniki nie wyglądały zbyt dobrze, ale do tego lekarza w końcu nie dotarłam. Miałam wcześniej anemię i wydaje mi się, że wcale mi nie minęła. Martwią mnie też zbyt częste bóle głowy. Nie chcę codziennie faszerować się tabletkami przeciwbólowymi.

Wiem, że znów narzekam, ale czasami ten mój optymizm gdzieś ode mnie ucieka. Mam jednak nadzieję, że szybko uda mi się go znaleźć.  

niedziela, 14 września 2014

Wypalam się...

Zastanawiam się czy pisanie jest dla mnie, czy jest sens dalej to ciągnąć. 
Moje życie osobiste jest nudne jak flaki z olejem. Pomysły na tematy o Norwegii już mi się skończyły. 
Wypaliłam się. A może tak naprawdę nigdy nie potrafiłam pisać...

Na dodatek chodzę ciągle zmęczona, wyczerpana, brakuje mi sił, żeby wziąć się za cokolwiek. W ostatnim czasie wszystko i wszyscy mnie irytują. Czuję dziwny, niczym nieuzasadniony lęk. Nie wiem co się dzieje i nie mogę nawet tego zrzucić na jesienną chandrę, bo to nie jest to. Już od bardzo dawna nie czułam się tak dziwnie.

Nie wiem co będzie dalej. Pożyjemy, zobaczymy.

piątek, 12 września 2014

Z życia emigranta...

Ostatnio znów wzięło mnie na przemyślenia na temat mojego życia tu, w Norwegii. Często o tym rozmyślam, analizuję, porównuję jak jest tutaj a jak jest w Polsce. Wiem, że pod bardzo wieloma względami tu jest lepiej, łatwiej. Mam więcej możliwości, perspektywy na przyszłość. Ludzie niby też są milsi, bardziej przyjaźni, ale czasami wydają mi się być tacy sztuczni. Jednak nie powinnam narzekać.

Jeśli chodzi o mnie tutaj... No cóż, tutaj jestem zupełnie innym człowiekiem. W Polsce zawsze wygadana, otwarta na nowe znajomości. Tutaj? Cicha, spokojna, nieśmiała szara myszka, która boi się wychylić. Totalne przeciwieństwo. Zupełnie tak, jakby to były dwie różne osoby. Tutaj nie potrafię być sobą. Nawiązywanie znajomości w Norwegii nie przychodzi mi z taką łatwością jak w Polsce. Możecie mi wierzyć lub nie, ale próbowałam wiele razy. W Polsce jest jakaś inna... atmosfera. Nie wiem jak to określić. Staram się jednak nie narzekać, dostrzegać pozytywy. Na swój sposób lubię ten kraj, brak pośpiechu, luz panujący tutaj, ale kiedyś twierdziłam, że gdzieś indziej byłoby mi lepiej. Ale jak to mówią – ''wszędzie dobrze gdzie nas nie ma''. Wcale nie jest powiedziane, że w innym kraju byłoby lepiej.

Tutaj po prostu sobie żyję, tak dryfuję. Staram się wykorzystywać możliwości jakie daje mi ten kraj, bo wiem, że w Polsce nie miałabym takich perspektyw ani tego co mam tutaj. A życie towarzyskie (a raczej jego brak)? No cóż... nie można przecież mieć wszystkiego. Tłumaczę to sobie tym, że to jeszcze nie ten czas, nie ci ludzie. Cieszę się, że chociaż w szkole mam się do kogo odezwać, a czas wolny przynajmniej mogę przeznaczyć na swoje zainteresowania.

Jednak po tegorocznych wakacjach na pytanie czy wróciłabym do Polski na stałe, tym razem bez wahania odpowiem, że nie. Kocham moją rodzinę i przyjaciół, ale mimo że cholernie za nimi tęsknię to po siedmiu latach nie potrafię sobie wyobrazić powrotu na stałe. 

niedziela, 7 września 2014

Norweskie liceum czyli trochę Norwegii

Postanowiłam, że warto napisać coś, co jest związane z Norwegią, bo o ile sobie przypominam to takie posty nigdy się tutaj nie pojawiły. Czasem tylko udało mi się wplatać jakieś krótkie informacje. Chciałabym Wam przybliżyć jak wygląda norweskie liceum.

Szkołę tutaj zaczyna się w wieku sześciu lat i podstawówka trwa siedem. Później jest 8, 9 i 10 klasa i jest to gimnazjum. Później do wyboru mamy szkołę średnią. Zawodówki trwają dwa lata i później dwa lata praktyk. Na koniec każdy dostaje fagbrev czyli taki jakby certyfikat. Więcej szczegółów Wam nie zdradzę, bo się nie orientuję. Ja chodzę do liceum.

Liceum trwa tak jak w Polsce – trzy lata. W pierwszym roku mamy ogólne przedmioty takie jak: norweski, angielski, dodatkowy język obcy, matematyka, wf, przyroda, geografia, wiedza o społeczeństwie. W liceum możemy też wybrać między łatwiejszą i trudniejszą matmą. Co do przyrody, to tak nazywa się ten przedmiot i jest to jedna książka, ale tam są rozdziały z chemii, fizyki i biologii. Po pierwszej klasie ''odpadają'' też niektóre przedmioty. Nie mam już przyrody, wiedzy o społeczeństwie, angielskiego i geografii.

W drugiej klasie można wybrać między przedmiotami ścisłymi a humanistycznymi. Ja oczywiście wybrałam humanistyczne. Kiedy już zdecydujemy się czy chcemy mieć przedmioty humanistyczne, czy ścisłe to wybieramy trzy przedmioty, których będziemy mieć najwięcej. Ja w tym roku wybrałam psychologię, turystykę i międzynarodowy angielski i tych przedmiotów mam najwięcej. Oprócz tego mam oczywiście norweski, wf, matmę, hiszpański i w tym roku doszła mi także historia. Plusem jest to, że jeśli ktoś nie chce to w trzeciej klasie nie musi kontynuować tych trzech przedmiotów, które wybrał sobie w drugiej klasie – będzie mógł wybrać inne.

Idąc tutaj do szkoły średniej, każdy dostaje stypendium bez względu na oceny. Wysokość stypendium zależy od zarobków rodziców. Jeśli ktoś ma naprawdę bogatych rodziców to stypendium nie dostaje. Wypłacanie stypendium może zostać zatrzymane jeśli ma się powyżej 20 dni nieusprawiedliwionej nieobecności. W szkole średniej dostajemy też plecaki i laptopy. W sumie nie tak do końca dostajemy, bo na początku każdego roku trzeba wpłacić jakąś tam sumę, która nie jest wysoka i po skończeniu szkoły laptopy należą do nas.  

W szkołach dostajemy, a raczej pożyczamy książki, które na koniec roku oddajemy. Niezależnie czy jest to podstawówka, gimnazjum czy szkoła średnia. W tych dwóch pierwszych dostawaliśmy też zeszyty, ale teraz w liceum już sami kupujemy.

Jak widać są to spore różnice w porównaniu do polskich szkół. 

sobota, 6 września 2014

''W którymś momencie wszyscy podnosimy wzrok i uświadamiamy sobie, że zgubiliśmy się w labiryncie''

Mam tysiąc myśli na minutę. Pytania kłębią się w mojej głowie. Mam wątpliwości. Czuję, że pogubiłam się w tym wszystkim.
Ta znajomość zaczyna powoli mnie męczyć. Nie wiem czego mogę oczekiwać, a moja naiwność wcale mi w tym nie pomaga. Za dużo sobie wyobrażam, idealizuję. Boję się. Nie wiem na czym stoję. Czy warto czekać, czy po prostu odpuścić i iść naprzód. 
Bo ja mogę czekać. Naprawdę mogę czekać. Pytanie jednak, czy po tym wszystkim jest on tego wart... 

wtorek, 2 września 2014

The Versatile Blogger Award

Zostałam nominowana do The Versatile Blogger Award przez Czarno-Białą


1. Nie lubię być dotykana przez obcych czy dopiero nowo poznanych ludzi. Dziwnie to zabrzmiało. Chodzi mi o to, że nie lubię gdy ktoś, kogo dopiero poznałam chce mnie przytulać.

2. Chociaż i tak uwielbiam się przytulać! Ale tylko do bliskich - rodzina, przyjaciele. Jeśli kogoś polubię to mogę się już nie odkleić xD

3. Moim pierwszym przyjacielem był i w sumie nadal nim jest, jest mój wujek. Brat mojej mamy. Miał 18 lat, kiedy się urodziłam i często się mną opiekował. Zawsze miał szalone pomysły/zabawy i nigdy się z nim nie nudziłam. Do tej pory mogę z nim o wszystkim pogadać, powygłupiać się itp.

4. Jestem bardziej wyspana i mam więcej energii, kiedy prześpię 4-5 godzin niż na przykład 7.

5. Wiele rzeczy zaczynam, a później ich nie kończę. To przez to, że chciałabym robić wszystko naraz, a tak się nie da. Na końcu stwierdzam ‘’pieprzyć to’’... i oczywiście zaczynam robić coś nowego.

6. Wiecie już, że raczej nie należę do samotników, ale czasami w moim życiu przychodzi taki okres, że chciałabym się odciąć od ludzi i wtedy potrafię tygodniami nie odzywać się do znajomych. Nie pisać do nich, nie dzwonić. Na ich wiadomości też nie odpowiadam. Nic. Później oczywiście ich przepraszam, jednak oni już i tak do tego przywykli.

7. Jak miałam jakieś 11 lat to stwierdziłam, że kiedyś przeprowadzę się na stałe do Meksyku... No cóż, teraz takich planów już nie mam, ale miłość do tego kraju (nie mam pojęcia skąd się ona wzięła) nadal gdzieś tam pozostała i planuję zawitać tam kiedyś na dłużej. Może na kilka miesięcy...

Nominuję:

Wiem, że powinnam nominować siedem blogów, ale jeśli ktoś ma ochotę to po prostu niech weźmie udział :)

niedziela, 31 sierpnia 2014

''I'll be there for you when the rain starts to pour''

Dziękuję im za to, że dają mi radość.
Za to, że zawsze mnie wspierają, mimo iż są daleko.
Za to, że potrafią mnie opieprzyć, kiedy widzą, że marnuję sobie życie.
Za to, że mi pomagają, choć nie zawsze na to zasługuję.
Za to, że przy mnie są.
Za to, że tęsknią.
Za to, że zawsze odliczają dni.
Za to, że znoszą mnie wtedy, kiedy marudzę i przeklinam cały świat.
Za to, że wysłuchują moich ciągle zmieniających się planów.
Za to, że nie zawsze jest idealnie, ale i tak trzymamy się razem.
Za to, że przy nich czuję się swobodnie i mogę być sobą.
Dziękuję za te wszystkie lata.
Za wspólne wspomnienia.
Za szczerość.
Za uśmiech.
Za lojalność
Za wszytkie szalone pomysły.

Jestem im wdzięczna za to, że po prostu są i ze mną wytrzymują, mimo iż nie zawsze jest kolorowo. Chyba właśnie o to chodzi w przyjaźni, prawda?

Czasami się zastanawiam czy ja naprawdę na to wszystko zasługuję... 

piątek, 29 sierpnia 2014

Młodzież musi się wyszumieć...

Temat popularny na wielu blogach, ale tym razem ja postanowiłam go poruszyć, bo mam nieco odmienne zdanie od większości bloggerów (a przynajmniej tak zauważyłam).

Alkohol wśród młodzieży.
Większość uważa, że chcą zaszpanować przed znajomymi, udawać dorosłych, a w ogóle to są to pewnie nieuki, debile i na pewno skończą jako menele. Oczywiście zależy też od wieku. Kompletnie pijana trzynastolatka to już przesada, ale nie widzę nic złego w tym, że ktoś w wieku 16/17 lat lubi sobie od czasu do czasu wypić. Wypić, a nie zachlać mordę. Trzeba po prostu znać umiar i, moim zdaniem, wiek niewiele ma tu do rzeczy. Czasami, widząc imprezujące trzydziestoparoletnie osoby zastanawiam się czy są to jeszcze ludzie, czy już bydło.

Sama święta nie jestem i pewnie nigdy nie będę. Nie jestem też jakąś wielką imprezowiczką, bo na imprezy chodzę tylko wtedy, kiedy jestem w Polsce. Poza tym swoją pierwszą imprezę przeżyłam w wieku 16 lat...

W swojej ekipie mam osobę, która imprezuje z resztą paczki, ale w ogóle nie pije. Nikomu z nas to nie przeszkadza i nikt jej nie namawia do tego. Jej też nie przeszkadza to, że reszta pije, a taką falę hejtu zaobserwowałam właśnie u osób, które nigdy w życiu alkoholu w ustach nie miały.

Właśnie po to mamy te ‘’naście’’ lat. Żeby się bawić, szaleć. Z umiarem, ale jednak. 

środa, 27 sierpnia 2014

''...lecz nie wiedzą o tym, że najgorzej w życiu to samotnym być...''

Brakuje mi długich, ciepłych wieczorów, spacerów, długich rozmów z przyjaciółmi, nocy spędzonych na balkonie, śmiechu, słonecznych poranków, ognisk, imprez... 
Brakuje mi tej spontaniczności, tego, że każdy dzień był wypełniony. 
Nie było miejsca na nudę.
A teraz? Teraz czuję pustkę.
Poranna kawa już nie jest taka dobra, niebo wydaje się być mniej błękitne, trawa rano pokryta jest już rosą, wieczory są puste i ciche...
Doskwiera mi samotność. Gdybym tylko mogła zabrać ich wszystkich ze sobą... Wtedy byłoby idealnie.

Nauczyciele strajkują już drugi tydzień, więc tylko się obijam. Dni mi umykają, a ja nie wiem co ze sobą zrobić...

Nie lubię samotności. Samotność nie jest dla kogoś takiego jak ja. Dla kogoś, kto potrzebuje ludzi, przyjaciół wokół siebie. 

Odliczam dni do świąt... 

wtorek, 19 sierpnia 2014

I see humans, but no humanity

Wspomniałam ostatnio, że w Polsce poznałam wspaniałą osobę? Chyba pospieszyłam się z tym stwierdzeniem.
Nie rozumiem jak można się tak zachować... Chyba najwyższy czas by zacząć przyzwyczajać się do tego, że ludzie ranią.
Byłam głupia, wierząc w każde słowo, każdą obietnicę. 
Ale nie jestem zła, nie mam żalu. Potrafię wybaczać. Bo ja wybaczam, ale nie zapominam. 

piątek, 15 sierpnia 2014

Dwa lata

Dziś spacerkiem przez życie skończyło dwa lata! Chyba dzisiaj, bo pierwsze posty usunęłam, więc dokładnej daty nie pamiętam, ale wydaje mi się, że założyłam bloga właśnie 15 sierpnia 2012 roku. Trzymajmy się więc tej daty.
Naprawdę nie sądziłam, że tyle wytrwam. Byłam wręcz przekonana, że po paru miesiącach znudzi mi się ta cała zabawa w blogowanie i go usunę. Nie spodziewałam się nawet, że będę miała aż 90 obserwatorów! Dla niektórych może to być mało, ale dla mnie to naprawdę duży sukces i jestem z siebie dumna. Oczywiście zdarzały się kryzysy, kiedy zawieszałam bloga, a nawet myślałam, żeby go usunąć, ale dobrze, że tego nie zrobiłam, bo teraz wiem, że pewnie bym żałowała. 
Naprawdę jestem Wam wdzięczna, że tyle ze mną wytrwaliście, bo wiem, że niektórzy z Was są ze mną od początku. Jakoś przetrwaliście moje narzekanie i bardzo za to dziękuję.

A skoro jestem przy rocznicach, to 11 sierpnia minął już siódmy rok odkąd mieszkam w Norwegii. Aż chciałoby się powiedzieć jak ten czas zapie... leci. 

czwartek, 7 sierpnia 2014

Powrót

Wróciłam. Cała, zdrowa i średnio szczęśliwa. Tak naprawdę wróciłam już 3. sierpnia, ale nie miałam jeszcze siły ani ochoty by tutaj zaglądać. 
Pobyt w Polsce w tym roku był krótki, ale intensywny. Prawdopodobnie święta Bożego Narodzenia w tym roku również spędzę w Polsce. 
Zdjęć nie robiłam, bo jakoś brakowało mi czasu, a to co mam na telefonie nie nadaje się do publikacji. 
Rozstanie w tym roku było wyjątkowo ciężkie, bo poznałam wspaniałą osobę... ;) 
A w przyszły czwartek już do szkoły. 
Notka chaotyczna, ale chciałam tylko dać znać, że żyję. 

środa, 9 lipca 2014

Wyjazd

Przybywam dzisiaj do Was z krótką informacją. Jutro lecę do Polski. Udało się jednak jutro, a nie trzynastego. Pobyt w Polsce w tym roku będzie krótki, bo tylko trzy tygodnie przez kurs z matmy, na który się zapisałam, choć teraz zaczynam żałować, bo gdyby nie to, to byłabym do 10 sierpnia, a tak muszę już 3 wracać. Ale chcę zdać matmę, więc nie ma co wymyślać. Poza tym cieszę się, że w ogóle lecę. Tak więc znikam na trzy tygodnie, ale sami rozumiecie - wolę ten czas spędzić z rodziną i przyjaciółmi niż przed komputerem. Postaram się też zrobić jak najwięcej zdjęć, więc po wakacjach może coś tu wrzucę. 
Życzę wszystkim udanych i słonecznych wakacji. Wykorzystajcie ten czas na maxa :D A ja tymczasem lecę się pakować.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Monotonia nas niszczy...

Mam dość monotonii. Chciałabym się w końcu wyrwać z tego miasta, kraju. Chociaż na jakiś czas. Najlepiej jak najdalej. Czekają mnie jeszcze dwa lata liceum, a później planuję gdzieś wyjechać. Najlepiej na rok. Coraz częściej myślę, że Meksyk to dobry pomysł. Jakieś małe, ciche miasteczko. Odpocząć od obowiązków, nauki, oczekiwań, które ludzie mają wobec mnie. Od wszystkiego. Przemyśleć wiele spraw, zastanowić się co dalej zrobić z moim życiem, bo szczerze powiedziawszy - nie mam pojęcia co mam zrobić po skończeniu szkoły. Nie wiem na jakie studia mam iść. Wiem, że mam jeszcze trochę czasu, ale jeśli nic nie wymyślę, to taki rok przerwy dobrze mi zrobi. Nie chcę iść na obojętnie jaki kierunek, byle tylko coś skończyć, a później stwierdzić, że to jednak nie to i zaczynać coś nowego. 

Na dodatek okazało się, że chyba jednak nie lecę do Polski w przyszłą niedzielę, prawdopodobnie dopiero trzynastego. Marnuję tylko wakacje. Pogoda nie dopisuje, więc całe dnie spędzam albo przed komputerem, albo telewizorem i marnuję czas. Czuję, że to nie będą tak udane wakacje jak te w zeszłym roku. Będę się cieszyć dopiero wtedy, kiedy będę miała już bilet i będę mogła zacząć się pakować, a tymczasem idę dalej się nudzić.

środa, 25 czerwca 2014

Dwa tygodnie

Już tylko dwa tygodnie dzielą mnie od wakacji w Polsce. Lecę 6. lub 7. lipca. 
W każdym razie jeszcze trochę, a znów zaczną się wypady na basen, długie rozmowy z przyjaciółmi, rozkminy na różne dziwne tematy, imprezy, dużo śmiechu, masa zdjęć, poznawanie nowych ludzi i jeszcze mnóstwo innych rzeczy. 
W końcu poczuję, że naprawdę żyję... A kiedy skończą się wakacje, wspomnienia będą wywoływać uśmiech na mojej twarzy. 
Oby te dwa tygodnie zleciały jak najszybciej.
tumblr.com

czwartek, 19 czerwca 2014

Wakacje czas zacząć

Dziś byłam ostatni dzień w szkole, właściwie tylko po ty by odebrać świadectwo. 
Kilku nauczycieli upewniło mnie, że bez problemu będę mogła zacząć drugi rok, bo to tylko jedna jedynka, więc nie mam się czym martwić. Tata też zareagował bardzo spokojnie, nic nie powiedział, zawału też nie dostał. 
Zapisałam się też na taki kurs, który trwa od 4 do 11 sierpnia, więc może zacznę trochę bardziej ogarniać matmę i bardziej się przygotuję do egzaminu, który będzie jakoś jesienią, ale konkretnej daty jeszcze nie znam. 
W ostatnim czasie żyłam w ogromnym stresie. Teraz trochę się uspokoiłam, ale odetchnę z ulgą dopiero wtedy, kiedy dostanę potwierdzenie przyjęcia do drugiej klasy (tutaj w każdym roku trzeba składać podanie). 
Do Polski lecę prawdopodobnie 5 lipca, a tymczasem... WAKACJE!!!

weheartit.com

wtorek, 10 czerwca 2014

Every body is beautiful

Ostatnio pewna sytuacja wyprowadziła mnie z równowagi i to już nie pierwszy raz. 
Zdarzyło mi się słyszeć teksty typu ''może zjedz kanapkę, bo taka chuda jesteś'' albo ''Boże, jaka Ty chuda, weź przytyj''. Moim zdaniem jest to bardzo chamskie zachowanie. No bo dlaczego ludzie nie krępują się osobie chudej powiedzieć wprost, że jest chuda, ale osobie grubej nie powiedzą, że jest gruba, bo uważają, że to jest chamskie? 
Teksty typu ''Facet nie pies, na kości nie leci'' też mnie denerwują. No przepraszam bardzo, ale na baleron też raczej nie poleci. Nie chcę być wredna, ale jak tu się nie wkurzać? 
Ludzie, którzy mnie nie znają myślą, że jestem na ciągłej diecie, katuję się treningami itp., ale ja już taka po prostu jestem - drobniutka, chudziutka. Jednak dziwią się zawsze, kiedy okazuje się, że jem za dziesięciu, nie ograniczam słodyczy, nie trenuję, a wyglądam jak wyglądam. 
Czasami naprawdę warto jest się zastanowić. Przecież grubej osobie nie powiemy ''jesteś tłusta'', więc nazywanie kogoś kościotrupem też nie jest w porządku. 

wtorek, 27 maja 2014

Wszystko powoli wraca do normy

Kilka osób pod poprzednim postem napisało, że po burzy zawsze wychodzi słońce i rzeczywiście tak się stało. Sprawa z koleżanką się wyjaśniła, wszystko wraca do normy. Okazało się jednak, że nie zdałam matmy i czeka mnie poprawka. Jednak jeśli mam być szczera to nie przejmuję się tym. Teraz czekam już tylko na wakacje. Dopiero we wtorek będę rozmawiać z nauczycielką o poprawce. Co ma być to będzie. Nie mam ani siły, ani ochoty się tym teraz martwić. Ważne, że zdam do następnej klasy, a resztą będę się martwić później.  
Chyba nie było sensu aż tak dramatyzować.

Nadal jeszcze nie wiem, kiedy lecę do Polski. Mój plan był taki, żeby lecieć 22. czerwca, ale to raczej nie wyjdzie, więc myślę, że będzie to jakoś na początku lipca. 

piątek, 23 maja 2014

She dreamed of paradise...

Narzekałam na monotonię, chciałam, żeby coś zaczęło się dziać? No to się dzieje. Tylko niekoniecznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
Problemy naprawdę lubią chodzić parami. Jak coś się sypie to nie jedna rzecz, ale wszystko po kolei albo nawet i naraz. 
weheartit.com


Na pewne rzeczy nie mamy wpływu, z niektórymi sprawami musimy się po prostu pogodzić. Jednak najbardziej boli fakt, że coś się popsuło przez nas. Jedno słowo, jeden czyn sprawił, że ktoś odszedł, nie chce z nami rozmawiać. 
Mam chyba wrodzony talent do niszczenia wszystkiego dookoła. Zniszczyłam znajomość, która była dla mnie naprawdę bardzo ważna. Znajomość, dzięki której mogłabym nawet zaryzykować stwierdzenie, że zaczyna mi się tu podobać. Nie, nie chodzi o żadnego chłopaka. Mam przyjaciół w Polsce, którzy zawsze mnie wspierają, ale dobrze jest mieć kogoś przy sobie, na miejscu. Nawet nie wiem czy śmiać się, czy płakać z sytuacji, przez którą to wszystko się rozpadło. Sprawa jest naprawdę błaha, ale jednak potrafiła rozwalić tę znajomość. 
Naprawdę nie lubię się poddawać, ale czasami brakuje mi już siły. 

czwartek, 22 maja 2014

Wakacje coraz bliżej

W ostatnim czasie nie mam ochoty ani siły na nic. Najchętniej bym zasnęła i obudziła się, kiedy zaczną się już wakacje. W szkole już coraz luźniej. Czeka mnie jeszcze tylko krótka prezentacja z norweskiego, którą będziemy przygotowywać w grupach, więc się nie stresuję i to by było na tyle w tym roku. Jednak coś czuję, że czeka mnie poprawka z matematyki pod koniec wakacji, ale nie mam siły by się tym przejmować. Jeśli nie zdam nawet tej poprawki to znaczy, że jestem tępa, rzucam szkołę i idę do pracy. Serio. Jedyne czego teraz potrzebuję to słońca, wakacji i przyjaciół. Jeszcze trochę. Wytrzymam. 

Nie mam planów na wakacje. To znaczy mam - lecę do Polski, ale reszta to spontan. Tak, jak co roku. Nie lubię niczego planować. Kiedy jestem z przyjaciółmi to codziennie coś się dzieje.

Byle wytrwać do 19 czerwca... 


weheartit.com

niedziela, 18 maja 2014

Kolejny pomysł, kolejny plan

W mojej głowie zrodził się kolejny pomysł. Tak, tak wiem - mam tysiąc pomysłów na minutę. Nie wiem czy go zrealizuję, ale wiem na pewno, że poważniej się nad nim zastanowię. 
Pamiętacie jak kiedyś pisałam, że po liceum chcę zrobić rok przerwy i na ten czas wyjechać do Meksyku? Co do tego, że chcę zrobić rok przerwy jestem pewna, ale doszedł kolejny pomysł co chcę robić przez ten rok. Wymyśliłam więc, że w trzeciej kasie zacznę odkładać każde stypendium (nie, nie jestem zdolną uczennicą. Tutaj każdy uczeń liceum je dostaje). Znajdę też pracę, a po liceum na rok przyjadę do Polski, do mojego miasta rodzinnego. Mieszkanie nadal mamy, obie babcie mieszkają blisko, więc z głodu nie umrę (niestety nie umiem gotować). Co prawda większości moich przyjaciół nie będzie, bo wyjadą na studia. Właściwie to zostanie tylko jeden kolega, który chodzi do technikum, ale mieszkając tam na pewno częściej będę mogła ich odwiedzać niż teraz. 
Oczywiście na razie nie podejmuję żadnej decyzji, bo nadal się zastanawiam nad tym Meksykiem, czy może nawet przez ten rok zwiedzić kilka krajów, ale na pewno się zastanowię nad powyższym planem. 

niedziela, 11 maja 2014

Norwegia, znajomi, Polska...

Wiem, że często narzekam tu na Norwegię i jak wielu to dziwi. Może nie tyle co narzekam, ale często wspominam o Polsce. 
Nie tęsknię za samą Polską, choć sentyment zawsze pozostanie. W końcu tam się urodziłam, spędziłam 10 lat życia. Tęsknię za rodziną i przyjaciółmi. Gdybym nie miała nikogo w Polsce to bym nie latała tam. Bo i po co? No chyba, że co kilka lat do większych miast, żeby zobaczyć co się zmieniło i ogólnie pozwiedzać. 

Tutaj mam zaledwie dwie koleżanki, z którymi i tak widuję się tylko w szkole. Nie spotykamy się nigdzie poza szkołą. Nie wiem dlaczego, tak po prostu już jest. Dlatego tak ciężko mi wracać tutaj po wakacjach. W Polsce zawsze z grupą znajomych coś robimy, coś się dzieje. Tam nie mam problemu z nawiązywaniem nowych kontaktów. Czuję się pewniej. A tu... Nawet sama nie wiem dlaczego tak jest. I nie chodzi tu wcale o język, bo przecież po tylu latach znam go już bardzo dobrze. 
Wiem, że nie mogę narzekać, bo nie żyje mi się tutaj źle, ale wiem, że gdybym mieszkała w Polsce to moje życie wyglądałoby inaczej. Pod względem towarzyskim na pewno lepiej. 
Do Polski pewnie już nie wrócę, ale nie wiem też czy zostanę tutaj na stałe. Może wywieje mnie gdzieś dalej. Myślę nad Australią... Czas pokaże. Na razie nie ma co planować. Jeszcze wiele może się wydarzyć, jeszcze wiele przede mną. 

piątek, 9 maja 2014

Matematyka to zło...

Dziś w końcu babka od matematyki oddała nam testy... Ujmę to tak: jeśli to byłby ostatni test to bym nie zdała matmy, ale na szczęście czeka mnie jeszcze jeden dosyć ważny sprawdzian, który może jakoś mnie uratuje. Jeśli nie - czeka mnie pod koniec wakacji poprawka. 
Nawet jeśli miałabym na koniec jedynkę to przeszłabym do następnej klasy, ale problem polega na tym, że ta ocena będzie na świadectwie w trzeciej klasie, a to znaczy, że z jedynką nie przyjęliby mnie na żadną uczelnię. Z resztą zacznijmy od tego, że nie dostałabym świadectwa. Tutaj nie liczą się wyniki z matury, a oceny ze wszystkich trzech klas. Niektórzy uważają to za plus, ale dla mnie to zdecydowanie minus. Bo zwróćmy uwagę na fakt, że maturę zawsze można napisać jeszcze raz. Zrobić sobie na przykład rok przerwy i podejść do niej jeszcze raz w kolejnym roku, a ocen ze wszystkich trzech klas raczej nie da się ot tak poprawić. 
Najbardziej frustrujące jest to, że uczę się, staram, a i tak dostaję kiepskie oceny. Przykładem może być hiszpański. W gimnazjum miałam zawsze piątki lub szóstki, a teraz na teście dostałam trójkę. Z wiedzą o społeczeństwie jest podobnie. Czasami naprawdę żałuję, że poszłam do liceum. Wydaje mi się, że jestem za tępa, że powinnam pójść do zawodówki... 
Dzisiejszy dzień zdecydowanie popsuł mi nastrój. Nawet nie cieszę się zbliżającymi wakacjami, ani myślą, że już niedługo znów zobaczę przyjaciół i rodzinę. 

środa, 30 kwietnia 2014

Jestem, żyję

Jestem, żyję i mam się całkiem dobrze. Coraz rzadziej tutaj bywam i nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Chociaż nie: winę mogę zrzucić na moje lenistwo.
W każdym razie u mnie dobrze, ale jestem strasznie zestresowana, bo w piątek pisałam test z matmy i jeszcze nie ma ocen. Od tej oceny zależy czy zdam matematykę, czy nie... Jeśli nie - będę musiała pisać ten test jeszcze raz pod koniec wakacji, a tego chciałabym uniknąć, bo chcę być jak najdłużej w Polsce. Nawet parę dni przed testem śniło mi się, że dostałam czwórkę. Moja podświadomość wyraźnie robi sobie ze mnie jaja...
Czekają mnie już tylko trzy sprawdziany, więc mogę zacząć oddychać z ulgą. 

Nie wiem jeszcze kiedy lecę do Polski, ale mam nadzieję, że jak najszybciej. Rodzina i znajomi czekają tam na mnie, a nawet kilka osób, których nie znam, ale oni słyszeli o mnie od przyjaciół i chcą mnie poznać. Czuję, że to będą udane wakacje ;) Może nawet lepsze niż te w zeszłym roku. 

tumblr.com

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Szukając Alaski

''W którymś momencie po prostu pociągasz za plaster i boli, 
ale za chwilę jest już po wszystkim i czujesz ulgę.''

Szukając Alaski - John Green.
weheartit.com

czwartek, 17 kwietnia 2014

Liebster Blog Award

Zostałam nominowana do Liebster Blog Award przez Bukwę

1. Jesteś lewo- czy praworęczna?
Jestem praworęczna.

2. Jakiego języka chciałabyś się nauczyć teraz, od podstaw?
Hm... Trudny wybór, bo chciałabym się jeszcze wielu języków nauczyć, ale myślę, że na chwilę obecną jest to język włoski.

3. Lubisz muzykę filmową?
Niektóre piosenki są fajne.

4. Co czujesz w cichym, ciemnym pokoju?
Relaks. 

5. Jakie jest Twoje ulubione słowo?
Nie mam ulubionego słowa.

6. Jaki jest zwrot, którego nadużywasz?
Nie nadużywam żadnego zwrotu.

7. Ile pingwinów może zjeść niedźwiedź polarny w ciągu roku?
Nie mam pojęcia. Mogłabym spytać wujka google, ale moje lenistwo osiągnęło punkt krytyczny.

8. Co sądzisz o wegetarianizmie? Jesteś/chciałabyś być wegetarianką?
Wegetarianizm jest zdrowy o ile wie się co powinno się jeść w większych ilościach, by uzupełnić brak mięsa w diecie. Sama przez jakiś czas byłam wegetarianką, ale za bardzo lubię kurczaki i dorsza...

9. Jaka jest Twoja opinia o serii o Harrym Potterze? Jesteś megahejterką, megafanką, czy może biedny Harry jest Ci obojętny?
Kiedyś byłam megafanką, a teraz po prostu bardzo lubię tę serię. Mam do niej ogromny sentyment. 

10. Umiesz grać w szachy?
Nie. Nie mam cierpliwości do tego. 

11. Jaki jest Twój ulubiony bohater literacki?
Nie mam ulubionego bohatera literackiego.

Znów na jakiś czas znikam. Nie ma to jednak nic wspólnego ze szkołą, po prostu potrzebuję małej przerwy. Dlatego już teraz chciałabym Wam życzyć spokojnych, rodzinnych i słonecznych świąt Wielkanocnych. 

sobota, 12 kwietnia 2014

Byle innym nie powodziło się lepiej...

Ostatnio zauważyłam, że w Polsce panuje jakaś głupia moda na zaglądanie ludziom do portfela. Nie wiem czy robią to z nudów czy po prostu z zazdrości, bo komuś lepiej się powodzi. 
Takich sytuacji jest pełno w sieci, ale i w świecie realnym też można się z tym spotkać. 

Takie akcje najczęściej zauważam wśród nas czyli młodzieży. Masz conversy, vansy, lustrzankę czy drogi telefon? Szpanujesz, pewnie jesteś rozpieszczony, bo Twoi starzy nie mają na co kasy wydawać. I w ogóle pewnie jesteś pusty/pusta, bo to jest przecież wyznacznik inteligencji... Takie komentarze można znaleźć na naprawdę wielu stronach. Tylko, do jasnej cholery, co Cię interesuje na co wydają kasę jej czy jego rodzice?! Ty na to zarobiłeś czy może Twoi rodzice? Nie. Poza tym naprawdę jeszcze nigdy nie spotkałam się z tym, żeby ktoś się chwalił czego to on nie posiada. 
Jeśli kogoś stać na to by kupić drogi sprzęt czy ubrania to dlaczego miałby sobie tego odmawiać? 

weheartit.com

środa, 26 marca 2014

Wake up and live

Zniknęłam na troszkę. Ot tak. Po prostu. Dwa ostatnie tygodnie w szkole były bardzo intensywne, ale w końcu mogę odetchnąć z ulgą. W przyszłym tygodniu zaczynają się testy, które mamy w każdym półroczu, więc nawet już się nie stresuję. Będę musiała przygotować się jedynie do testu z matematyki, ale ten będzie dopiero po świętach. 21 maja ostatni sprawdzian i dopiero wtedy będę mogła tak naprawdę odetchnąć i wrzucić na luz. 

Wiosna u mnie raz jest, a raz jej nie ma, ale mimo wszystko tych słonecznych dni jest więcej. Uwielbiam wiosnę. Czuję się wtedy jak nowo narodzona. 
Po całym domu rozchodzi się głos Mansona, mama wrzeszczy, żeby ściszyć te ''darcie mordy'', a ja skaczę jak nienormalna. Nie wiem czemu, ale to właśnie wiosną najczęściej go słucham. Inni słuchają piosenek kojarzących się z wiosną, a ja jego. Może dlatego, że mają w sobie tyle energii, a ja po prostu nie mogę usiedzieć w jednym miejscu. 
A teraz jarajcie się razem ze mną jego cudownym głosem ;) 



środa, 12 marca 2014

Wiosna, wiosna wszędzie

Z nadejściem wiosny poprawił mi się humor, mam więcej siły i motywacji do nauki, do jakichś zmian. Naprawdę nie ma nic lepszego niż zobaczyć słońce po tak długiej przerwie. Nie dziwię się, że tak wiele osób tutaj cierpi na depresję... Ja i tak mam sporo szczęścia, że mieszkam na południu, więc nie jest jeszcze tak źle. 

Jeśli jednak chodzi o decyzję o powrocie do Polski, to jeszcze nic nie zdecydowałam. Wszyscy powtarzają, że mam jeszcze dwa lata, więc powinnam wrzucić na luz, ale to się tylko tak wydaje. Nim się obejrzę, a będzie trzeba wybierać już uczelnie. 
Zdania na ten temat są podzielone. Niektórzy znajomi twierdzą, że powinnam spróbować, skoro czuję taką potrzebę, jedna przyjaciółka wręcz namawia mnie na ten powrót, druga uważa, żebym chociaż studia tutaj skończyła i dopiero wtedy pomyślała co dalej, ale większość ludzi w tym moja rodzina twierdzą, że to nie jest zbyt dobry pomysł. Ciągle powtarzają, że w Polsce jestem tylko raz w roku, więc mam zupełnie inne wyobrażenie o tym jak tam jest naprawdę. I... chyba muszę przyznać im rację. W Polsce jestem tylko przez miesiąc, nie muszę tam pracować, mieszkać, więc nie wiem jak wygląda życie codzienne. Nie mówię jednak, że w ogóle nie spróbuję wrócić, bo tego jeszcze nie wiem. 
Mam do wyboru dwa wyjścia: albo mieszkać tutaj, dobrze zarabiać i mieć wygodne życie, rodzinę i przyjaciół widywać raz/dwa razy w roku, albo wrócić do Polski i spróbować jakoś tam żyć. A z tego co się orientuję to po studiach typowo humanistycznych nie będzie łatwo.
Nadal nie wiem co robić... 

sobota, 8 marca 2014

''Przyszłość zaczyna się dzisiaj, nie jutro''

Nic dodać, nic ująć:
Na pewno nieraz mieliście taką sytuację, że coś sobie obiecaliście, a i tak nic nie wyszło. 
Ja obecnie jestem w takiej sytuacji. Miałam w te ferie tyle rzeczy zrobić: pouczyć się, zastanowić się czego ja tak naprawdę chcę od życia, podjąć ważną decyzję, ogólnie coś zmienić w swoim życiu... Czy coś się zmieniło? Jasne, że nie. Wszystkie moje plany, jak na powyższym obrazku, poszły się jebać. 
Ferie dobiegają końca, a do książek zajrzałam tylko raz. Resztę czasu praktycznie przespałam. Ot, taka chandra mnie dopadła. Na szczęście przez cały następny tydzień ma być słońce, więc może moje samopoczucie się poprawi. 

sobota, 1 marca 2014

Jest źle...

Jest źle moi drodzy. Z moją psychiką. 
Tak bardzo tęsknię za rodziną i przyjaciółmi, że znów zaczęłam brać pod uwagę studia w Polsce niedaleko mojego miasta rodzinnego. Tyle osób mi mówi, że to mi się nie opłaca, że będę żałować, ale ci sami ludzie ciągle powtarzają, że jedynie czego można żałować w życiu to niewykorzystanych szans, nie spróbowania czegoś nowego. 
Ale ja tak naprawdę nie mam nic do stracenia. Jeśli będzie mi ciężko podczas studiów w Polsce to wrócę tutaj. Nie rozumiem dlaczego ludzie wynajdują masę problemów i komplikacji. 
Tak naprawdę to ciężej będzie mi się tutaj utrzymać podczas studiów, bo życie jest tu drogie, a wiadomo, że nie będę mogła pójść do pracy na cały etat. 
Nic mnie tu nie trzyma. Rodzice? Nawet gdybym została tutaj to studiowałabym w innym mieście i rzadko bym bywała w domu, więc na jedno wychodzi. 
Dlaczego więc miałabym nie spróbować...?

________________________________________
Zaczęłam ferie.
Prawdopodobnie w Polsce będę już 22 czerwca, więc będą to moje najdłuższe wakacje w Polsce. 



źródło

niedziela, 23 lutego 2014

Niewiele do szczęścia potrzeba: trochę piasku, morza, nieba...

W ostatnim czasie chodzę z ogromnym uśmiechem na twarzy, a wszyscy się zastanawiają z jakiego powodu tak mi wesoło. Cóż, powód jest dosyć banalny - za 5 miesięcy lecę do Polski i już wiem, że poznam masę nowych osób, a najlepsze jest to, że większość z nich to płeć przeciwna ;) I tak nawiasem mówiąc, są bardzo przystojni... Tyle o nich słyszałam od znajomych, że mam wrażenie jakbym już ich znała.
W ogóle przez ostatnie dwa lata w każde wakacje poznawałam nowych ludzi i najlepsze jest to, że utrzymuję z nimi kontakt. 

Wiem, że nie powinnam się aż tak ekscytować, że powinnam się skupić teraz na nauce, żeby nie zawalić szkoły, ale jakoś nie mogę się powstrzymać. 

pinterest.com

piątek, 21 lutego 2014

17 lat minęło...

Tak jak w tytule - skończyłam dziś 17 lat. Już tylko rok dzieli mnie od pełnoletności.
Czy cieszę się z tego powodu? Trochę tak i trochę nie. Wiadomo, że fajnie jest mieć tą 18-stkę, ale przeraża mnie myśl, że będzie ciążyła na mnie większa odpowiedzialność, ludzie będą więcej wymagać, ale z drugiej strony będą twierdzić, że jestem jeszcze dzieckiem (gdzie tu logika?) 
Czasami boję się, że nie dam sobie rady, że gdzieś po drodze zgubię tę swoją beztroskę... 

Nie robię żadnej imprezy. Spędzę po prostu ten dzień w domu. Ale mam już plany na 18-stkę. Razem z dwoma przyjaciółkami planujemy zrobić taką potrójną osiemnastkę, kiedy będę w Polsce na wakacje. Będzie to spóźniona impreza, bo ja obchodzę urodziny w lutym, jedna z nich w kwietniu, a druga w lipcu, ale mimo to tak sobie postanowiłyśmy :)

niedziela, 16 lutego 2014

Zmiany, zmiany, zmiany

W ostatnim czasie zauważyłam, że moje plany na przyszłość stopniowo ulegają zmianie. Zwróciłam uwagę na to, że tak naprawdę nie miałabym nic przeciwko spokojnemu, statecznemu życiu. 
Nie rozmyślam już tak często nad szalonymi podróżami stopem. Nie to, że ta moja chęć przygody całkowicie zanikła. Nie, nie. Nadal chcę zobaczyć te wszystkie cudowne miejsca na Ziemi, ale już chyba nie ma we mnie takiego buntu, żeby wszystkim pokazać jaka to ja jestem niezależna itp. 

Coraz częściej widzę siebie w jakimś małym, skromnym domku tu w Norwegii, być może z ukochaną osobą (jeśli znajdzie się taki, który będzie mieć do mnie cierpliwość).
Plany co do mojej przyszłej pracy również uległy zmianie. Chyba w końcu znalazłam coś dla siebie - bibliotekarstwo. Książki to coś, co kocham, a biblioteki uwielbiam. Mogłabym w nich spędzać całe dnie. Udało mi się również sprawdzić ile mniej więcej zarabiają bibliotekarze tutaj i przyznam szczerze, że całkiem nieźle, więc to jest dodatkowy plus.
Czy tak będzie? Nie wiem, ale mam nadzieję.  

środa, 12 lutego 2014

Wild hearts can't be broken

(...) bo dla mnie prawdziwymi ludźmi są szaleńcy ogarnięci szałem życia, szałem rozmowy, chęcią zbawienia, pragnący wszystkiego naraz, ci, co nigdy nie ziewają, nie plotą banałów, ale płoną, płoną, płoną...

''W drodze'' - Jack Kerouac

źródło

poniedziałek, 10 lutego 2014

Uśmiech nic nie kosztuje

Nie lubię narzekać na Polskę. Nie chcę wyjść na taką, która mieszka parę lat za granicą i już wielka z niej Norweżka, ale pewnych wad nie da się nie skomentować. 

Dziś na pierwszy ogień pójdzie... życzliwość. Ludzie tutaj (a wiem, że nie tylko w Norwegii, ale w wielu innych krajach) są o wiele bardziej życzliwsi. 
Kiedy tu przyjechałam dziwnie się czułam, kiedy ktoś zupełnie obcy się do mnie uśmiechnął, a co dopiero powiedział ''hei''. Teraz to już dla mnie zupełnie normalne. Wchodzę do sklepu - uśmiecham się, a kasjer/kasjerka odpowiada tym samym, mijam kogoś obcego na ulicy - uśmiecham się. 
Kiedy jestem w Polsce nieraz zdarza mi się na przykład w autobusie, do kogoś uśmiechnąć, a jedyną odpowiedzią jest wzrok w stylu ''wariatka''. Ja to robię tak... automatycznie, z przyzwyczajenia. A o niektórych paniach ze sklepu to nawet nie wspomnę. Ja rozumiem, że one tam kokosów nie zarabiają, że niektórzy klienci potrafią być naprawdę męczący, ale mogłyby wykazać choć trochę inicjatywy, bo czasami to aż strach się o coś zapytać. 
Naprawdę to nie jest aż takie ciężkie uśmiechnąć się do kogoś i po prostu umilić tej osobie dzień :)

Może jeszcze pojawią się posty z takimi różnicami. 

sobota, 8 lutego 2014

Nudny weekend

Nienawidzę weekendów. Naprawdę. Wiem, że to brzmi jak wyznanie faceta, który twierdzi, że nie lubi piłki nożnej albo kobiety, która nie lubi zakupów, ale mam ku temu powody. A już szczególnie nie lubię soboty. Z drugiej strony są mi potrzebne, żeby się zregenerować, ale... eh, nieważne. Szkoda słów.
Czekam, aż w końcu będę mogła się stąd wyprowadzić, choć wiem, że nie jest tak źle. 

Jak Wam mija weekend? U mnie jak zwykle dość nudno. 
Za oknem szaro i mokro, więc relaksuję się przy książce i kakao.
Szukam przepisów na jakieś proste dania, bo ostatnio naszła mnie dzika ochota na przygody kulinarne (Naff, to przez Ciebie :P), choć przyznam się szczerze, że mam do tego dwie lewe ręce. Jeśli znacie strony z przepisami na łatwe potrawy, to możecie podać linki :) 


Mój weekend:

poniedziałek, 3 lutego 2014

Kolejny pomysł

Jak w tytule posta - mam kolejny pomysł, który zrodził się w mojej głowie już jakiś czas temu. Nie pisałam jednak o nim, bo nie chciałam zapeszać, no i najpierw chciałam się nim podzielić z rodzicami i zobaczyć ich reakcję (która tak właściwie nie miałaby na mnie większego wpływu).

Nie przedłużając: po liceum nie idę od razu na studia, ale robię rok przerwy i wyjeżdżam do... Meksyku. Do pracy. Kokosów to na pewno nie zarobię, ale nie o to mi chodzi. Pewna Polka prowadzi hostel wraz ze swoim facetem i często poszukują pracowników. Hiszpański całkiem nieźle mi idzie, a poza tym właśnie dzięki temu wyjazdowi będę miała szansę go opanować jeszcze lepiej.

A jak zareagowali rodzice? Nie mają nic przeciwko, a przyjaciele cieszą się razem ze mną. Boją się tylko, że po roku przerwy od nauki może mi się już nie chcieć iść dalej na studia, ale cóż... Bez ryzyka nie ma zabawy.

W każdym razie decyzja jest już podjęta i nic, ani nikt jest w stanie mnie od tego pomysłu odwieść.


google.com