niedziela, 23 lutego 2014

Niewiele do szczęścia potrzeba: trochę piasku, morza, nieba...

W ostatnim czasie chodzę z ogromnym uśmiechem na twarzy, a wszyscy się zastanawiają z jakiego powodu tak mi wesoło. Cóż, powód jest dosyć banalny - za 5 miesięcy lecę do Polski i już wiem, że poznam masę nowych osób, a najlepsze jest to, że większość z nich to płeć przeciwna ;) I tak nawiasem mówiąc, są bardzo przystojni... Tyle o nich słyszałam od znajomych, że mam wrażenie jakbym już ich znała.
W ogóle przez ostatnie dwa lata w każde wakacje poznawałam nowych ludzi i najlepsze jest to, że utrzymuję z nimi kontakt. 

Wiem, że nie powinnam się aż tak ekscytować, że powinnam się skupić teraz na nauce, żeby nie zawalić szkoły, ale jakoś nie mogę się powstrzymać. 

pinterest.com

piątek, 21 lutego 2014

17 lat minęło...

Tak jak w tytule - skończyłam dziś 17 lat. Już tylko rok dzieli mnie od pełnoletności.
Czy cieszę się z tego powodu? Trochę tak i trochę nie. Wiadomo, że fajnie jest mieć tą 18-stkę, ale przeraża mnie myśl, że będzie ciążyła na mnie większa odpowiedzialność, ludzie będą więcej wymagać, ale z drugiej strony będą twierdzić, że jestem jeszcze dzieckiem (gdzie tu logika?) 
Czasami boję się, że nie dam sobie rady, że gdzieś po drodze zgubię tę swoją beztroskę... 

Nie robię żadnej imprezy. Spędzę po prostu ten dzień w domu. Ale mam już plany na 18-stkę. Razem z dwoma przyjaciółkami planujemy zrobić taką potrójną osiemnastkę, kiedy będę w Polsce na wakacje. Będzie to spóźniona impreza, bo ja obchodzę urodziny w lutym, jedna z nich w kwietniu, a druga w lipcu, ale mimo to tak sobie postanowiłyśmy :)

niedziela, 16 lutego 2014

Zmiany, zmiany, zmiany

W ostatnim czasie zauważyłam, że moje plany na przyszłość stopniowo ulegają zmianie. Zwróciłam uwagę na to, że tak naprawdę nie miałabym nic przeciwko spokojnemu, statecznemu życiu. 
Nie rozmyślam już tak często nad szalonymi podróżami stopem. Nie to, że ta moja chęć przygody całkowicie zanikła. Nie, nie. Nadal chcę zobaczyć te wszystkie cudowne miejsca na Ziemi, ale już chyba nie ma we mnie takiego buntu, żeby wszystkim pokazać jaka to ja jestem niezależna itp. 

Coraz częściej widzę siebie w jakimś małym, skromnym domku tu w Norwegii, być może z ukochaną osobą (jeśli znajdzie się taki, który będzie mieć do mnie cierpliwość).
Plany co do mojej przyszłej pracy również uległy zmianie. Chyba w końcu znalazłam coś dla siebie - bibliotekarstwo. Książki to coś, co kocham, a biblioteki uwielbiam. Mogłabym w nich spędzać całe dnie. Udało mi się również sprawdzić ile mniej więcej zarabiają bibliotekarze tutaj i przyznam szczerze, że całkiem nieźle, więc to jest dodatkowy plus.
Czy tak będzie? Nie wiem, ale mam nadzieję.  

środa, 12 lutego 2014

Wild hearts can't be broken

(...) bo dla mnie prawdziwymi ludźmi są szaleńcy ogarnięci szałem życia, szałem rozmowy, chęcią zbawienia, pragnący wszystkiego naraz, ci, co nigdy nie ziewają, nie plotą banałów, ale płoną, płoną, płoną...

''W drodze'' - Jack Kerouac

źródło

poniedziałek, 10 lutego 2014

Uśmiech nic nie kosztuje

Nie lubię narzekać na Polskę. Nie chcę wyjść na taką, która mieszka parę lat za granicą i już wielka z niej Norweżka, ale pewnych wad nie da się nie skomentować. 

Dziś na pierwszy ogień pójdzie... życzliwość. Ludzie tutaj (a wiem, że nie tylko w Norwegii, ale w wielu innych krajach) są o wiele bardziej życzliwsi. 
Kiedy tu przyjechałam dziwnie się czułam, kiedy ktoś zupełnie obcy się do mnie uśmiechnął, a co dopiero powiedział ''hei''. Teraz to już dla mnie zupełnie normalne. Wchodzę do sklepu - uśmiecham się, a kasjer/kasjerka odpowiada tym samym, mijam kogoś obcego na ulicy - uśmiecham się. 
Kiedy jestem w Polsce nieraz zdarza mi się na przykład w autobusie, do kogoś uśmiechnąć, a jedyną odpowiedzią jest wzrok w stylu ''wariatka''. Ja to robię tak... automatycznie, z przyzwyczajenia. A o niektórych paniach ze sklepu to nawet nie wspomnę. Ja rozumiem, że one tam kokosów nie zarabiają, że niektórzy klienci potrafią być naprawdę męczący, ale mogłyby wykazać choć trochę inicjatywy, bo czasami to aż strach się o coś zapytać. 
Naprawdę to nie jest aż takie ciężkie uśmiechnąć się do kogoś i po prostu umilić tej osobie dzień :)

Może jeszcze pojawią się posty z takimi różnicami. 

sobota, 8 lutego 2014

Nudny weekend

Nienawidzę weekendów. Naprawdę. Wiem, że to brzmi jak wyznanie faceta, który twierdzi, że nie lubi piłki nożnej albo kobiety, która nie lubi zakupów, ale mam ku temu powody. A już szczególnie nie lubię soboty. Z drugiej strony są mi potrzebne, żeby się zregenerować, ale... eh, nieważne. Szkoda słów.
Czekam, aż w końcu będę mogła się stąd wyprowadzić, choć wiem, że nie jest tak źle. 

Jak Wam mija weekend? U mnie jak zwykle dość nudno. 
Za oknem szaro i mokro, więc relaksuję się przy książce i kakao.
Szukam przepisów na jakieś proste dania, bo ostatnio naszła mnie dzika ochota na przygody kulinarne (Naff, to przez Ciebie :P), choć przyznam się szczerze, że mam do tego dwie lewe ręce. Jeśli znacie strony z przepisami na łatwe potrawy, to możecie podać linki :) 


Mój weekend:

poniedziałek, 3 lutego 2014

Kolejny pomysł

Jak w tytule posta - mam kolejny pomysł, który zrodził się w mojej głowie już jakiś czas temu. Nie pisałam jednak o nim, bo nie chciałam zapeszać, no i najpierw chciałam się nim podzielić z rodzicami i zobaczyć ich reakcję (która tak właściwie nie miałaby na mnie większego wpływu).

Nie przedłużając: po liceum nie idę od razu na studia, ale robię rok przerwy i wyjeżdżam do... Meksyku. Do pracy. Kokosów to na pewno nie zarobię, ale nie o to mi chodzi. Pewna Polka prowadzi hostel wraz ze swoim facetem i często poszukują pracowników. Hiszpański całkiem nieźle mi idzie, a poza tym właśnie dzięki temu wyjazdowi będę miała szansę go opanować jeszcze lepiej.

A jak zareagowali rodzice? Nie mają nic przeciwko, a przyjaciele cieszą się razem ze mną. Boją się tylko, że po roku przerwy od nauki może mi się już nie chcieć iść dalej na studia, ale cóż... Bez ryzyka nie ma zabawy.

W każdym razie decyzja jest już podjęta i nic, ani nikt jest w stanie mnie od tego pomysłu odwieść.


google.com

sobota, 1 lutego 2014

Wspomnienia...

Siedzę z kubkiem gorącej herbaty zawinięta w koc, przed oczami przesuwają się kolejne zdjęcia z wakacji, za oknem prószy śnieg, a ja wspominam najlepsze wakacje w moim życiu.
Wspominam lenistwo, brak pośpiechu, długie noce, rozmowy o UFO, rozkminy na temat końca świata, poparzone stopy, bo zachciało nam się biegać boso po asfalcie, wspominanie dzieciństwa, spotkanie po latach, kilka wylanych łez, duuużo śmiechu, długie rozmowy, smak truskawek, wypady na basen, ''piżama party'', imprezy, wycieczki rowerowe, włóczenie się po lesie, szukanie starych opuszczonych miejsc... Wiem, że wakacje 2014 będą równie intensywne.

Kilka ostatnich postów było strasznie negatywnych i postanowiłam je usunąć. Zauważyłam, że w ostatnim czasie byłam strasznie złośliwa i wszystko było u mnie na ''nie''. Koniec z tym. Koniec ze złością, frustracją...
Wracam do medytacji. Miałam bardzo długą przerwę, ale chcę do tego powrócić, bo dzięki niej jestem spokojniejsza.