wtorek, 27 maja 2014

Wszystko powoli wraca do normy

Kilka osób pod poprzednim postem napisało, że po burzy zawsze wychodzi słońce i rzeczywiście tak się stało. Sprawa z koleżanką się wyjaśniła, wszystko wraca do normy. Okazało się jednak, że nie zdałam matmy i czeka mnie poprawka. Jednak jeśli mam być szczera to nie przejmuję się tym. Teraz czekam już tylko na wakacje. Dopiero we wtorek będę rozmawiać z nauczycielką o poprawce. Co ma być to będzie. Nie mam ani siły, ani ochoty się tym teraz martwić. Ważne, że zdam do następnej klasy, a resztą będę się martwić później.  
Chyba nie było sensu aż tak dramatyzować.

Nadal jeszcze nie wiem, kiedy lecę do Polski. Mój plan był taki, żeby lecieć 22. czerwca, ale to raczej nie wyjdzie, więc myślę, że będzie to jakoś na początku lipca. 

piątek, 23 maja 2014

She dreamed of paradise...

Narzekałam na monotonię, chciałam, żeby coś zaczęło się dziać? No to się dzieje. Tylko niekoniecznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
Problemy naprawdę lubią chodzić parami. Jak coś się sypie to nie jedna rzecz, ale wszystko po kolei albo nawet i naraz. 
weheartit.com


Na pewne rzeczy nie mamy wpływu, z niektórymi sprawami musimy się po prostu pogodzić. Jednak najbardziej boli fakt, że coś się popsuło przez nas. Jedno słowo, jeden czyn sprawił, że ktoś odszedł, nie chce z nami rozmawiać. 
Mam chyba wrodzony talent do niszczenia wszystkiego dookoła. Zniszczyłam znajomość, która była dla mnie naprawdę bardzo ważna. Znajomość, dzięki której mogłabym nawet zaryzykować stwierdzenie, że zaczyna mi się tu podobać. Nie, nie chodzi o żadnego chłopaka. Mam przyjaciół w Polsce, którzy zawsze mnie wspierają, ale dobrze jest mieć kogoś przy sobie, na miejscu. Nawet nie wiem czy śmiać się, czy płakać z sytuacji, przez którą to wszystko się rozpadło. Sprawa jest naprawdę błaha, ale jednak potrafiła rozwalić tę znajomość. 
Naprawdę nie lubię się poddawać, ale czasami brakuje mi już siły. 

czwartek, 22 maja 2014

Wakacje coraz bliżej

W ostatnim czasie nie mam ochoty ani siły na nic. Najchętniej bym zasnęła i obudziła się, kiedy zaczną się już wakacje. W szkole już coraz luźniej. Czeka mnie jeszcze tylko krótka prezentacja z norweskiego, którą będziemy przygotowywać w grupach, więc się nie stresuję i to by było na tyle w tym roku. Jednak coś czuję, że czeka mnie poprawka z matematyki pod koniec wakacji, ale nie mam siły by się tym przejmować. Jeśli nie zdam nawet tej poprawki to znaczy, że jestem tępa, rzucam szkołę i idę do pracy. Serio. Jedyne czego teraz potrzebuję to słońca, wakacji i przyjaciół. Jeszcze trochę. Wytrzymam. 

Nie mam planów na wakacje. To znaczy mam - lecę do Polski, ale reszta to spontan. Tak, jak co roku. Nie lubię niczego planować. Kiedy jestem z przyjaciółmi to codziennie coś się dzieje.

Byle wytrwać do 19 czerwca... 


weheartit.com

niedziela, 18 maja 2014

Kolejny pomysł, kolejny plan

W mojej głowie zrodził się kolejny pomysł. Tak, tak wiem - mam tysiąc pomysłów na minutę. Nie wiem czy go zrealizuję, ale wiem na pewno, że poważniej się nad nim zastanowię. 
Pamiętacie jak kiedyś pisałam, że po liceum chcę zrobić rok przerwy i na ten czas wyjechać do Meksyku? Co do tego, że chcę zrobić rok przerwy jestem pewna, ale doszedł kolejny pomysł co chcę robić przez ten rok. Wymyśliłam więc, że w trzeciej kasie zacznę odkładać każde stypendium (nie, nie jestem zdolną uczennicą. Tutaj każdy uczeń liceum je dostaje). Znajdę też pracę, a po liceum na rok przyjadę do Polski, do mojego miasta rodzinnego. Mieszkanie nadal mamy, obie babcie mieszkają blisko, więc z głodu nie umrę (niestety nie umiem gotować). Co prawda większości moich przyjaciół nie będzie, bo wyjadą na studia. Właściwie to zostanie tylko jeden kolega, który chodzi do technikum, ale mieszkając tam na pewno częściej będę mogła ich odwiedzać niż teraz. 
Oczywiście na razie nie podejmuję żadnej decyzji, bo nadal się zastanawiam nad tym Meksykiem, czy może nawet przez ten rok zwiedzić kilka krajów, ale na pewno się zastanowię nad powyższym planem. 

niedziela, 11 maja 2014

Norwegia, znajomi, Polska...

Wiem, że często narzekam tu na Norwegię i jak wielu to dziwi. Może nie tyle co narzekam, ale często wspominam o Polsce. 
Nie tęsknię za samą Polską, choć sentyment zawsze pozostanie. W końcu tam się urodziłam, spędziłam 10 lat życia. Tęsknię za rodziną i przyjaciółmi. Gdybym nie miała nikogo w Polsce to bym nie latała tam. Bo i po co? No chyba, że co kilka lat do większych miast, żeby zobaczyć co się zmieniło i ogólnie pozwiedzać. 

Tutaj mam zaledwie dwie koleżanki, z którymi i tak widuję się tylko w szkole. Nie spotykamy się nigdzie poza szkołą. Nie wiem dlaczego, tak po prostu już jest. Dlatego tak ciężko mi wracać tutaj po wakacjach. W Polsce zawsze z grupą znajomych coś robimy, coś się dzieje. Tam nie mam problemu z nawiązywaniem nowych kontaktów. Czuję się pewniej. A tu... Nawet sama nie wiem dlaczego tak jest. I nie chodzi tu wcale o język, bo przecież po tylu latach znam go już bardzo dobrze. 
Wiem, że nie mogę narzekać, bo nie żyje mi się tutaj źle, ale wiem, że gdybym mieszkała w Polsce to moje życie wyglądałoby inaczej. Pod względem towarzyskim na pewno lepiej. 
Do Polski pewnie już nie wrócę, ale nie wiem też czy zostanę tutaj na stałe. Może wywieje mnie gdzieś dalej. Myślę nad Australią... Czas pokaże. Na razie nie ma co planować. Jeszcze wiele może się wydarzyć, jeszcze wiele przede mną. 

piątek, 9 maja 2014

Matematyka to zło...

Dziś w końcu babka od matematyki oddała nam testy... Ujmę to tak: jeśli to byłby ostatni test to bym nie zdała matmy, ale na szczęście czeka mnie jeszcze jeden dosyć ważny sprawdzian, który może jakoś mnie uratuje. Jeśli nie - czeka mnie pod koniec wakacji poprawka. 
Nawet jeśli miałabym na koniec jedynkę to przeszłabym do następnej klasy, ale problem polega na tym, że ta ocena będzie na świadectwie w trzeciej klasie, a to znaczy, że z jedynką nie przyjęliby mnie na żadną uczelnię. Z resztą zacznijmy od tego, że nie dostałabym świadectwa. Tutaj nie liczą się wyniki z matury, a oceny ze wszystkich trzech klas. Niektórzy uważają to za plus, ale dla mnie to zdecydowanie minus. Bo zwróćmy uwagę na fakt, że maturę zawsze można napisać jeszcze raz. Zrobić sobie na przykład rok przerwy i podejść do niej jeszcze raz w kolejnym roku, a ocen ze wszystkich trzech klas raczej nie da się ot tak poprawić. 
Najbardziej frustrujące jest to, że uczę się, staram, a i tak dostaję kiepskie oceny. Przykładem może być hiszpański. W gimnazjum miałam zawsze piątki lub szóstki, a teraz na teście dostałam trójkę. Z wiedzą o społeczeństwie jest podobnie. Czasami naprawdę żałuję, że poszłam do liceum. Wydaje mi się, że jestem za tępa, że powinnam pójść do zawodówki... 
Dzisiejszy dzień zdecydowanie popsuł mi nastrój. Nawet nie cieszę się zbliżającymi wakacjami, ani myślą, że już niedługo znów zobaczę przyjaciół i rodzinę.