sobota, 27 września 2014

''Życie jest małą ściemniarą, francą, wróblicą, cwaniarą...''

W ciągu ostatnich kilku dni sporo się wydarzyło, wiele spraw się wyjaśniło i w końcu odzyskałam spokój, którego tak bardzo mi brakowało. Pozostała tylko jedna dość niejasna sytuacja, ale w tym przypadku jedyne co mogę zrobić, to czekać na to co przyniesie los.

Naprawdę odzyskałam spokój, którego w ostatnim czasie mi brakowało. Teraz już wiem, że niepotrzebnie się martwiłam i zwątpiłam w przyjaciół. Bo jak się okazało, nie musimy codziennie ze sobą rozmawiać, codziennie sobie opowiadać co nowego wydarzyło się w ciągu dnia. Nie o to chodzi. Każdy z nas jest inny, każdy ma inne cele, marzenia, swoje życie i to jest wspaniałe, bo mimo tego wszystkiego wiemy, że zawsze możemy zadzwonić do siebie nawzajem i się wyżalić czy pochwalić jakimś sukcesem. Możemy nawet miesiąc się do siebie nie odzywać, ale jak już w końcu to zrobimy to nie możemy się nagadać. Tak, zauważyłam, że ja też mam o czym opowiadać, mimo że na pozór nic takiego się nie dzieje.

Czuję radość. Naprawdę. Znów jestem szczęśliwa i uśmiecham się najczęściej jak tylko mogę. Cieszę się z kolorowych spadających liści, z wiatru, który plącze moje włosy, z wieczorów spędzanych w moim małym, przytulnym pokoju z książką i świeczkami dookoła.
Znów zaczęłam medytować, bo wiem, że dobrze to na mnie działa. Po raz drugi miałam dosyć długą przerwę, którą zwalałam na brak czasu, ale czas mam tylko nie potrafię dobrze go wykorzystać i teraz chcę to zmienić.

Cały przyszły tydzień mam wolny, bo zaczynają się ferie jesienne, więc podładuję akumulatory, żeby jakoś przetrwać do grudnia. No właśnie grudzień... W tym roku znów planuję lecieć do Polski na święta. Na początku miałam lecieć w lutym na tydzień, bo myślałam, że będę musiała wymienić dowód i przy okazji chciałam zrobić swoją osiemnastkę, ale okazało się, że jednak nie muszę wymieniać, więc lecę w grudniu a osiemnastkę zrobię w sylwestra. Wolę dwa miesiące przed urodzinami świętować niż pół roku później (gdybym nie przyleciała w grudniu to impreza byłaby dopiero w wakacje).

Wrzesień nie był dla mnie zbyt udanym miesiącem, ale październik zapowiada się całkiem nieźle. 

Jest dobrze :)

sobota, 20 września 2014

''Wspomnienia wywołują ból. Najdotkliwszy zaś sprawiają najlepsze z nich''

A jednak wracam. I tak nie usunęłabym bloga. Nawet jeśli przestałabym pisać to nie zrobiłabym tego, bo kiedyś chciałabym tu wrócić i przypomnieć sobie jak to bylo. To taki swego rodzaju pamiętnik, z tą różnicą, że dzielę go z ludźmi – z Wami.

Mój nastrój się nie poprawił. Zaczęłam się zastanawiać czy ludzie, których znam 11 lat nadal są moimi przyjaciółmi, czy nie zaczynamy się rozchodzić. Może po prostu za bardzo to wszystko idealizowałam. Może widziałam to, co chciałam widzieć.  I nie mam o to żalu, pretensji. To normalne, że każdy z nas się rozwija, idzie swoją drogą.

I tu pojawia się kolejny problem. Oni wszyscy się rozwijają, mają pomysł na siebie, idą naprzód. A ja? Czuję, że stoję w miejscu, nic nie robię. Mam jedynie marzenia, których jak na razie nie dam rady spełnić, bo po prostu nie mam takiej możliwości. Nie muszę nawet o nie walczyć, bo mam jeszcze czas. No bo po co walczyć o coś, co będę mogła zrealizować dopiero za 2-3 lata?

Boli mnie to, że kiedy jestem w Polsce oni zawsze mają co wspominać, o czym opowiadać co wydarzyło się w ciągu roku, kiedy mnie nie było. Ja tworzę wspomnienia jedynie z nimi, bo przez cały rok w moim życiu nie dzieje się kompletnie NIC.
I boję się ich stracić. Boję się stracić to wszystko, ale wiem, że czasami na pewne rzeczy nie mamy wpływu.

I chyba czas się w końcu wybrać do lekarza. Badania zrobiłam sobie prawie rok temu i, mimo że lekarzem nie jestem, to wyniki nie wyglądały zbyt dobrze, ale do tego lekarza w końcu nie dotarłam. Miałam wcześniej anemię i wydaje mi się, że wcale mi nie minęła. Martwią mnie też zbyt częste bóle głowy. Nie chcę codziennie faszerować się tabletkami przeciwbólowymi.

Wiem, że znów narzekam, ale czasami ten mój optymizm gdzieś ode mnie ucieka. Mam jednak nadzieję, że szybko uda mi się go znaleźć.  

niedziela, 14 września 2014

Wypalam się...

Zastanawiam się czy pisanie jest dla mnie, czy jest sens dalej to ciągnąć. 
Moje życie osobiste jest nudne jak flaki z olejem. Pomysły na tematy o Norwegii już mi się skończyły. 
Wypaliłam się. A może tak naprawdę nigdy nie potrafiłam pisać...

Na dodatek chodzę ciągle zmęczona, wyczerpana, brakuje mi sił, żeby wziąć się za cokolwiek. W ostatnim czasie wszystko i wszyscy mnie irytują. Czuję dziwny, niczym nieuzasadniony lęk. Nie wiem co się dzieje i nie mogę nawet tego zrzucić na jesienną chandrę, bo to nie jest to. Już od bardzo dawna nie czułam się tak dziwnie.

Nie wiem co będzie dalej. Pożyjemy, zobaczymy.

piątek, 12 września 2014

Z życia emigranta...

Ostatnio znów wzięło mnie na przemyślenia na temat mojego życia tu, w Norwegii. Często o tym rozmyślam, analizuję, porównuję jak jest tutaj a jak jest w Polsce. Wiem, że pod bardzo wieloma względami tu jest lepiej, łatwiej. Mam więcej możliwości, perspektywy na przyszłość. Ludzie niby też są milsi, bardziej przyjaźni, ale czasami wydają mi się być tacy sztuczni. Jednak nie powinnam narzekać.

Jeśli chodzi o mnie tutaj... No cóż, tutaj jestem zupełnie innym człowiekiem. W Polsce zawsze wygadana, otwarta na nowe znajomości. Tutaj? Cicha, spokojna, nieśmiała szara myszka, która boi się wychylić. Totalne przeciwieństwo. Zupełnie tak, jakby to były dwie różne osoby. Tutaj nie potrafię być sobą. Nawiązywanie znajomości w Norwegii nie przychodzi mi z taką łatwością jak w Polsce. Możecie mi wierzyć lub nie, ale próbowałam wiele razy. W Polsce jest jakaś inna... atmosfera. Nie wiem jak to określić. Staram się jednak nie narzekać, dostrzegać pozytywy. Na swój sposób lubię ten kraj, brak pośpiechu, luz panujący tutaj, ale kiedyś twierdziłam, że gdzieś indziej byłoby mi lepiej. Ale jak to mówią – ''wszędzie dobrze gdzie nas nie ma''. Wcale nie jest powiedziane, że w innym kraju byłoby lepiej.

Tutaj po prostu sobie żyję, tak dryfuję. Staram się wykorzystywać możliwości jakie daje mi ten kraj, bo wiem, że w Polsce nie miałabym takich perspektyw ani tego co mam tutaj. A życie towarzyskie (a raczej jego brak)? No cóż... nie można przecież mieć wszystkiego. Tłumaczę to sobie tym, że to jeszcze nie ten czas, nie ci ludzie. Cieszę się, że chociaż w szkole mam się do kogo odezwać, a czas wolny przynajmniej mogę przeznaczyć na swoje zainteresowania.

Jednak po tegorocznych wakacjach na pytanie czy wróciłabym do Polski na stałe, tym razem bez wahania odpowiem, że nie. Kocham moją rodzinę i przyjaciół, ale mimo że cholernie za nimi tęsknię to po siedmiu latach nie potrafię sobie wyobrazić powrotu na stałe. 

niedziela, 7 września 2014

Norweskie liceum czyli trochę Norwegii

Postanowiłam, że warto napisać coś, co jest związane z Norwegią, bo o ile sobie przypominam to takie posty nigdy się tutaj nie pojawiły. Czasem tylko udało mi się wplatać jakieś krótkie informacje. Chciałabym Wam przybliżyć jak wygląda norweskie liceum.

Szkołę tutaj zaczyna się w wieku sześciu lat i podstawówka trwa siedem. Później jest 8, 9 i 10 klasa i jest to gimnazjum. Później do wyboru mamy szkołę średnią. Zawodówki trwają dwa lata i później dwa lata praktyk. Na koniec każdy dostaje fagbrev czyli taki jakby certyfikat. Więcej szczegółów Wam nie zdradzę, bo się nie orientuję. Ja chodzę do liceum.

Liceum trwa tak jak w Polsce – trzy lata. W pierwszym roku mamy ogólne przedmioty takie jak: norweski, angielski, dodatkowy język obcy, matematyka, wf, przyroda, geografia, wiedza o społeczeństwie. W liceum możemy też wybrać między łatwiejszą i trudniejszą matmą. Co do przyrody, to tak nazywa się ten przedmiot i jest to jedna książka, ale tam są rozdziały z chemii, fizyki i biologii. Po pierwszej klasie ''odpadają'' też niektóre przedmioty. Nie mam już przyrody, wiedzy o społeczeństwie, angielskiego i geografii.

W drugiej klasie można wybrać między przedmiotami ścisłymi a humanistycznymi. Ja oczywiście wybrałam humanistyczne. Kiedy już zdecydujemy się czy chcemy mieć przedmioty humanistyczne, czy ścisłe to wybieramy trzy przedmioty, których będziemy mieć najwięcej. Ja w tym roku wybrałam psychologię, turystykę i międzynarodowy angielski i tych przedmiotów mam najwięcej. Oprócz tego mam oczywiście norweski, wf, matmę, hiszpański i w tym roku doszła mi także historia. Plusem jest to, że jeśli ktoś nie chce to w trzeciej klasie nie musi kontynuować tych trzech przedmiotów, które wybrał sobie w drugiej klasie – będzie mógł wybrać inne.

Idąc tutaj do szkoły średniej, każdy dostaje stypendium bez względu na oceny. Wysokość stypendium zależy od zarobków rodziców. Jeśli ktoś ma naprawdę bogatych rodziców to stypendium nie dostaje. Wypłacanie stypendium może zostać zatrzymane jeśli ma się powyżej 20 dni nieusprawiedliwionej nieobecności. W szkole średniej dostajemy też plecaki i laptopy. W sumie nie tak do końca dostajemy, bo na początku każdego roku trzeba wpłacić jakąś tam sumę, która nie jest wysoka i po skończeniu szkoły laptopy należą do nas.  

W szkołach dostajemy, a raczej pożyczamy książki, które na koniec roku oddajemy. Niezależnie czy jest to podstawówka, gimnazjum czy szkoła średnia. W tych dwóch pierwszych dostawaliśmy też zeszyty, ale teraz w liceum już sami kupujemy.

Jak widać są to spore różnice w porównaniu do polskich szkół. 

sobota, 6 września 2014

''W którymś momencie wszyscy podnosimy wzrok i uświadamiamy sobie, że zgubiliśmy się w labiryncie''

Mam tysiąc myśli na minutę. Pytania kłębią się w mojej głowie. Mam wątpliwości. Czuję, że pogubiłam się w tym wszystkim.
Ta znajomość zaczyna powoli mnie męczyć. Nie wiem czego mogę oczekiwać, a moja naiwność wcale mi w tym nie pomaga. Za dużo sobie wyobrażam, idealizuję. Boję się. Nie wiem na czym stoję. Czy warto czekać, czy po prostu odpuścić i iść naprzód. 
Bo ja mogę czekać. Naprawdę mogę czekać. Pytanie jednak, czy po tym wszystkim jest on tego wart... 

wtorek, 2 września 2014

The Versatile Blogger Award

Zostałam nominowana do The Versatile Blogger Award przez Czarno-Białą


1. Nie lubię być dotykana przez obcych czy dopiero nowo poznanych ludzi. Dziwnie to zabrzmiało. Chodzi mi o to, że nie lubię gdy ktoś, kogo dopiero poznałam chce mnie przytulać.

2. Chociaż i tak uwielbiam się przytulać! Ale tylko do bliskich - rodzina, przyjaciele. Jeśli kogoś polubię to mogę się już nie odkleić xD

3. Moim pierwszym przyjacielem był i w sumie nadal nim jest, jest mój wujek. Brat mojej mamy. Miał 18 lat, kiedy się urodziłam i często się mną opiekował. Zawsze miał szalone pomysły/zabawy i nigdy się z nim nie nudziłam. Do tej pory mogę z nim o wszystkim pogadać, powygłupiać się itp.

4. Jestem bardziej wyspana i mam więcej energii, kiedy prześpię 4-5 godzin niż na przykład 7.

5. Wiele rzeczy zaczynam, a później ich nie kończę. To przez to, że chciałabym robić wszystko naraz, a tak się nie da. Na końcu stwierdzam ‘’pieprzyć to’’... i oczywiście zaczynam robić coś nowego.

6. Wiecie już, że raczej nie należę do samotników, ale czasami w moim życiu przychodzi taki okres, że chciałabym się odciąć od ludzi i wtedy potrafię tygodniami nie odzywać się do znajomych. Nie pisać do nich, nie dzwonić. Na ich wiadomości też nie odpowiadam. Nic. Później oczywiście ich przepraszam, jednak oni już i tak do tego przywykli.

7. Jak miałam jakieś 11 lat to stwierdziłam, że kiedyś przeprowadzę się na stałe do Meksyku... No cóż, teraz takich planów już nie mam, ale miłość do tego kraju (nie mam pojęcia skąd się ona wzięła) nadal gdzieś tam pozostała i planuję zawitać tam kiedyś na dłużej. Może na kilka miesięcy...

Nominuję:

Wiem, że powinnam nominować siedem blogów, ale jeśli ktoś ma ochotę to po prostu niech weźmie udział :)