niedziela, 7 września 2014

Norweskie liceum czyli trochę Norwegii

Postanowiłam, że warto napisać coś, co jest związane z Norwegią, bo o ile sobie przypominam to takie posty nigdy się tutaj nie pojawiły. Czasem tylko udało mi się wplatać jakieś krótkie informacje. Chciałabym Wam przybliżyć jak wygląda norweskie liceum.

Szkołę tutaj zaczyna się w wieku sześciu lat i podstawówka trwa siedem. Później jest 8, 9 i 10 klasa i jest to gimnazjum. Później do wyboru mamy szkołę średnią. Zawodówki trwają dwa lata i później dwa lata praktyk. Na koniec każdy dostaje fagbrev czyli taki jakby certyfikat. Więcej szczegółów Wam nie zdradzę, bo się nie orientuję. Ja chodzę do liceum.

Liceum trwa tak jak w Polsce – trzy lata. W pierwszym roku mamy ogólne przedmioty takie jak: norweski, angielski, dodatkowy język obcy, matematyka, wf, przyroda, geografia, wiedza o społeczeństwie. W liceum możemy też wybrać między łatwiejszą i trudniejszą matmą. Co do przyrody, to tak nazywa się ten przedmiot i jest to jedna książka, ale tam są rozdziały z chemii, fizyki i biologii. Po pierwszej klasie ''odpadają'' też niektóre przedmioty. Nie mam już przyrody, wiedzy o społeczeństwie, angielskiego i geografii.

W drugiej klasie można wybrać między przedmiotami ścisłymi a humanistycznymi. Ja oczywiście wybrałam humanistyczne. Kiedy już zdecydujemy się czy chcemy mieć przedmioty humanistyczne, czy ścisłe to wybieramy trzy przedmioty, których będziemy mieć najwięcej. Ja w tym roku wybrałam psychologię, turystykę i międzynarodowy angielski i tych przedmiotów mam najwięcej. Oprócz tego mam oczywiście norweski, wf, matmę, hiszpański i w tym roku doszła mi także historia. Plusem jest to, że jeśli ktoś nie chce to w trzeciej klasie nie musi kontynuować tych trzech przedmiotów, które wybrał sobie w drugiej klasie – będzie mógł wybrać inne.

Idąc tutaj do szkoły średniej, każdy dostaje stypendium bez względu na oceny. Wysokość stypendium zależy od zarobków rodziców. Jeśli ktoś ma naprawdę bogatych rodziców to stypendium nie dostaje. Wypłacanie stypendium może zostać zatrzymane jeśli ma się powyżej 20 dni nieusprawiedliwionej nieobecności. W szkole średniej dostajemy też plecaki i laptopy. W sumie nie tak do końca dostajemy, bo na początku każdego roku trzeba wpłacić jakąś tam sumę, która nie jest wysoka i po skończeniu szkoły laptopy należą do nas.  

W szkołach dostajemy, a raczej pożyczamy książki, które na koniec roku oddajemy. Niezależnie czy jest to podstawówka, gimnazjum czy szkoła średnia. W tych dwóch pierwszych dostawaliśmy też zeszyty, ale teraz w liceum już sami kupujemy.

Jak widać są to spore różnice w porównaniu do polskich szkół. 

25 komentarzy:

  1. Faktycznie są różnice pomiędzy polskim a norweskim systemem edukacji i norweski system podoba mi się bardziej. Odnoszę wrażenie, że masz tam większą swobodę co do wyboru przedmiotów w liceum. U mnie wybór pomiędzy przedmiotami pojawił się dopiero na studiach i to też w niewielkim stopniu bo mogę wybrać sobie 1-2 przedmioty spośród puli przedmiotów wybieralnych a cała reszta przedmiotów jest narzucona. Na szczęście w ramach studiów wybiera się też specjalności co jednak trochę zawęża kryterium przedmiotów, których będę sie uczyć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Duże różnice w traktowaniu uczniów - że tak to nazwę :) Bo stypendium - świetna sprawa, tak samo jak podręczniki! U nas nietestety podręcznik to kolosalna cena, mi się udało przez gimnazjum mieć używane z biblioteki ale tak? To masakra... Mój brat teraz poszedł do technikum i same książki to 500 zł...

    OdpowiedzUsuń
  3. Powinno tak być i w Polsce, a nie uczymy się wszystkiego jak leci i w efekcie nie umiemy nic.

    OdpowiedzUsuń
  4. A idź człowieku do polskiego gimnazjum czy liceum to spotka cię natłok informacji, bez których a) możesz żyć albo b) nie są w kręgu twoich zainteresowań, jak np. obowiązkowa chemia czy fizyka. Żal.

    OdpowiedzUsuń
  5. No fakt, nieco inaczej. Dobry jest ten pomysł z książkami, bo na to schodzi mnóstwo kasy jeśli ktoś nie może po rodzeństwie (a i tak bardzo często się zmieniają).

    OdpowiedzUsuń
  6. Co do twojego komentarza, mam podobne zdanie. Ta kocia niezależność jest chyba w nich najpiękniejsza :)
    Słyszałam, że podobno już wprowadzono do polskich podstawówek zasadę, że książki wypożycza się w szkole i nie trzeba ich kupować. To byłoby dobre posunięcie, aczkolwiek i tak u nas a u was jest kolosalna różnica. I macie fajniej :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Według mnie norweski system szkolnictwa jest mega zarąbisty. O tym, że uczniowie dostają laptopy już kiedyś słyszałam i okropnie zazdroszczę. Widać, że są to szkoły na poziomie, które nie uważają, że jak młody to pewnie wszystko zepsuje i rozwali. Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że jadę do Norwegii to chyba nawet nie zastanawiałabym się zbyt długo ;)
    Poproszę więcej postów o Norwegii! Dla Ciebie to codzienność, a dla nas bardzo ciekawe i oryginalne posty! :D
    Pozdrawiam,
    Lina

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawy wpis - może przydać się wielu osobom, które idą do norweskiego liceum. Mimo wad, norweskie szkolnictwo posiada elementy godne naśladowania :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ucieszyłam się, jak zobaczyłam tytuł! Byłam bardzo ciekawa jakie są różnice między norweskim, a polskim tokiem nauczania :3.
    Wybór łatwiejszej i trudniejszej matmy? Niebo D:
    Fajny ten wybór przedmiotów. Cholernie mi się to podoba. My takiego luzu tu nie mamy :c.
    Łoł. Własny laptop, plecaki i stypendium O__o. Jestem materialistką, więc to mi się najbardziej podoba XD.

    OdpowiedzUsuń
  10. Szczerze mówiąc, jak tak czytam, to system norweski podoba mi się o wiele bardziej, niż polski.

    OdpowiedzUsuń
  11. Niby cudze chwalicie, a swego nie znacie, jednak jak się tak przyjrzeć to chyba każdy jest w stanie wyczuć te ogromne różnice między nauczaniem w Polsce i nauczaniem w Norwegii. I dostrzec fakt, że norweski system edukacji jest o niebo lepszy i o niebo korzystniej ułożony. W Polsce przecież nie jest się w stanie zdobyć stypendium po przekroczeniu progu finansowego nawet o 10 złotych, to jest chore, nie mówiąc już o tym, jak drogie są podręczniki i podstawowa wyprawka szkolna...

    OdpowiedzUsuń
  12. Kurcze, podoba mi się system nauczania w Norwegii ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. tak powinno byc w Polsce, z tego co opisalas bardzo fajnie to wygalda, juz nawet nie patrzac na te laptopy (ale i tak zazdro!)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo fajnie to wygląda!
    No, ja właśnie jestem po pierwszym tygodniu w liceum... nie jest źle ;)
    W porównaniu do gimnazjum mam znacznie więcej wolnego czasu, tylko ta ilość ludzi (gimnazjum było prywatne, mieliśmy 60 osób, teraz w licem jest 200 tylko w pierwszych klasach....).

    Kurczę, za każdym razem jak przestaję myśleć o jakiejś podróży w przyszłości, trafiam na twojego bloga... i od razu znowu zaczynam kalkulować jak by tu zebrać pieniądze na wyjazd do norwegii :)

    OdpowiedzUsuń
  15. zdecydowanie inny system edukacji, chyba bardziej przyjemny co? :)

    OdpowiedzUsuń
  16. takie to miłe, że się z tej szkoły coś ma, że dbają o uczniów, czy można wybrać sobie przedmioty. ja np. nigdy nie byłam mocna z historii czy wiedzy o społeczeństwie, a mimo wszystko do końca liceum musiałam się z tym użerać!

    OdpowiedzUsuń
  17. Nooo zdecydowanie są różnice.. I fajnie, że o tym piszesz :D bo dzięki temu dowiedziałam się kolejnej nowej rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Zdecydowanie wiele zmieniłabym we współczesnej edukacji. Widząc ile niepotrzebnych rzeczy się uczę, czasem przesiadują godzinę za godziną na nic nierobieniu. Nie mam pojęcia kiedy cokolwiek się zmieni na lepsze, a na takie nowości jak w Norwegii chyba jeszcze trochę trzeba poczekać :/

    OdpowiedzUsuń
  19. Gdyby tak miało wyglądać życie w polskich szkołach, to pewnie większość chętniej zaczęłaby do niej chodzić. A już nie będę wspominać o tych wszystkich zaoszczędzonych pieniądzach... Tutaj niestety zamiast zrobić coś, co ułatwiłby życie rodzicom i dzieciom, to zmieniamy podstawę programową co 5 lat, w każdej szkole mamy inne książki, a w bibliotekach nic nie ma do wypożyczenia. #umierać_nie_żyć

    OdpowiedzUsuń
  20. A to ciekawe! Rzeczywiście, różnice widać na pierwszy rzut oka. A gdyby tak mogło być u nas... ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo fajna notka dzięki której można poznać edukację w innym kraju :)
    Pozdrawiamy całą ekipą blogową i zaczynamy obserwować :)
    http://tratwasquad.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  22. Faktycznie wygląda na to, że standardem jest lepiej niż u nas. Laptopy od szkoły? W Polsce można pomarzyć, może kiedyś.. A na lekcjach używacie tych laptopów? Do czego Wam głównie służą? Bardzo ciekawa notatka chętnie poczytałabym więcej jak wygląda życie w Norwegii.
    pozdrawiam
    creativamente.
    www.creativamente-o-sztuce.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  23. Tak czytam, czytam i stwierdzam że urodziłam się w nie tym kraju co powinnam. Laptopy, książki, stypendium. Super sprawa. U nas najgorzej z tymi książkami, bardzo dużo kasy idzie na nie i ciągle zmieniają ich wersje przez co jest problem ze sprzedażą...

    OdpowiedzUsuń