piątek, 19 sierpnia 2016

Witaj Polsko

Jestem, żyję i mam się całkiem nieźle. W Polsce jestem od soboty. Na początku plan był taki, że miałyśmy jechać 13, ale wyszło jak wyszło i z Norwegii wyjechałyśmy 12. Jestem w Polsce już kilka dni, a powiem szczerze, że jeszcze nie zdążyłam się całkowicie rozpakować. Naprawdę nie jest to łatwe przy tylu bagażach, a poza tym wielu rzeczy nie opłaca się jeszcze wyciągać, bo planuję remont w pokoju, więc teraz wygląda to wszystko jakby tornado tam przeszło. 
Jak moje wrażenia? Na chwilę obecną pozytywne, czuję się jakbym była na wakacjach. Jeszcze do mnie nie dotarło, że to już na stałe. Na razie nie narzekam, zobaczymy jak to wszystko dalej się potoczy. Teraz jestem na etapie biegania po różnych urzędach i roznoszenia CV gdzie tylko się da. Mam nadzieję, że gdzieś mnie przyjmą, ale uważam, że jak się chce to można znaleźć pracę. Mieszkam w małym mieście, a ofert pracy jest naprawdę sporo, ale jeśli ktoś woli ciagnąć kasę z zasiłku niż pójść uczciwie zarobić to nic dziwnego, że mówi się o bezrobociu. Są też tacy, którzy bez szkoły, bez zawodu i doświadczenia chcieliby zarabiać po 20 tysięcy siedząc na tyłku i nic nie robiąc. Niestety, ale tak dobrze nie ma. Może mam zbyt optymistyczne podejście do pracy jednak nie chcę się załamywać i narzekać już na początku. A w Polsce jak to w Polsce - wrażeń nie brakuje. Na przykład wczoraj jakiś facet grał na akordeonie pod balkonami, innym razem ktoś zapukał do naszych drzwi pytając się gdzie mieszka Radek (ani ja, ani moja mama nie znamy nikogo o takim imieniu), a jeszcze wcześniej ktoś o 3 nad ranem postanowił sobie zrobić imprezę koło bloku i musiałam słuchać "gdzie się podziały tamte prywatki". Nie jest źle.