piątek, 17 listopada 2017

Coś się kończy...

Zamykam bloga. To już postanowione. To chyba najwyższa pora by zakończyć swoją przygodę z blogowaniem, która trwała ponad pięć lat. To długo, bardzo długo tym bardziej, że nie sądziłam, iż tyle wytrzymam. Skąd taka decyzja? A no stąd, że po prostu brak mi już czasu i przede wszystkim chęci, a to w tym wszystkim jest najważniejsze. Czuję, że naprawdę się już wypaliłam, że to już nie jest miejsce dla mnie. Zaczynam nowe etapy w swoim życiu. Nie wiem jak to będzie, nie wiem czy wszystko mi się uda, ale czuję, że się zmieniam. Mam nadzieję, że na lepsze. 

Nie usuwam postów, nie usuwam samego bloga, bo miło będzie czasem tutaj wpaść i przeczytać własne wypociny, przypomnieć sobie pewne zdarzenia. Przez jakiś czas - myślę, że tydzień/dwa - będzie otwarty dla Was, byście mogli zdążyć przeczytać tego ostatniego posta, być może pożegnać się ze mną, bo wiem, że niektórzy są ze mną już od dłuższego czasu. 

Naprawdę jestem szczęśliwa, że miałam okazję poznać tak wielu wspaniałych ludzi przez te pięć lat. Pisząc to aż się wzruszyłam. I jestem również ogromnie wdzięczna, że chcieliście tutaj zaglądać, komentować, że wytrwaliście. Jeśli ktoś chce to będzie mógł mnie znaleźć tutaj: https://www.instagram.com/miriveth_/

A tymczasem żegnam się z Wami i jeszcze raz dziękuję za poświęcony czas. 

wtorek, 17 października 2017

#październik

Jesień w ostatnich dniach rozpieszcza nas piękną pogodą. Można wskoczyć w lżejsze ubrania, ulubione sukienki i rozkoszować się słońcem i jesiennymi, pięknymi kolorami. Taką jesień to ja uwielbiam. Dlatego staram się wykorzystywać tę pogodę maksymalnie, bo podobno jutro już ostatni ciepły i słoneczny dzień nas czeka. Uwielbiam spacery w takie dni, piękne kolorowe liście dookoła skrzypiące pod stopami, ostatnie ciepłe promienie... Dlatego też wczoraj korzystając z dnia wolnego wzięłam psa i wybrałam się na bardzo długi spacerek. Oboje byliśmy zadowoleni i zmęczeni po powrocie, ale pogoda była tak piękna, że aż żal było w domu siedzieć. 


Mamy październik, więc zaczęły się wyjazdy na uczelnię, dlatego czasem wrzucę trochę Krakowa. Te zdjęcie akurat jest jeszcze z czerwca, ale uwielbiam je. 
Miło spędzony czas ze znajomymi
Mimo iż za oknami jesień to w mojej duszy wiosna. Już dawno nie czułam się tak szczęśliwa jak teraz. Rozwijam się, medytuję, zmieniam na lepsze, zmieniam swoje nastawienie, podejście do pewnych spraw. Zaczynam wierzyć w siebie, w swoje możliwości, że jeśli tylko chcę i będę dążyć do wyznaczonych celów - osiągnę je. Mimo wszystko czasem w moim serduszku jednak zagości strach, niepokój... Strach przed tym, że kolejny raz się rozczaruję, że znów zostanę zraniona, że po raz kolejny ktoś, kto tyle mi dał w jednej chwili zabierze to wszystko. Staram się odpychać od siebie te myśli, ignorować je, bo wiem, że do niczego dobrego nie doprowadzą. Próbuję skupiać się na teraźniejszości i cieszyć się tym co mam, tymi drobnymi chwilami, które wywołują uśmiech na mojej twarzy. Czas pokaże co będzie dalej.

Zdjęcia słabej jakości, bo robione telefonem. Muszę w końcu wyciągnąć swój aparat i wybrać się na jakąś porządną sesję jesienną póki pogoda dopisuje. 


piątek, 29 września 2017

Inna ja

Ostatnio weszłam na bloga zobaczyć co się tutaj dzieje i byłam w szoku. W szoku jak długo nie było mnie tutaj i jak długo już istnieje spacerkiem przez życie. To już pięć lat. Posty z 2012 usunęłam już parę lat temu, ale właśnie wtedy zaczęła się moja przygoda z blogowaniem i wciąż trwa, choć z dużymi, nawet bardzo dużymi przerwami. Nie potrafię opuścić tego miejsca tak na dobre, tak już na stałe, a tym bardziej usunąć. Zbyt wiele wspomnień. To mój pamiętnik w pewnym sensie. Czasem zaglądam tutaj, żeby przypomnieć sobie pewne zdarzenia sprzed kilku lat czy też zobaczyć co siedziało mi w głowie jeszcze 2-3 lata temu. Jednak naprawdę nie jestem w stanie uwierzyć w to, że to już pięć lat. Nie wiem kiedy to zleciało. 

U mnie wiele się zmieniło od kwietnia. W ogóle mam wrażenie, że moje życie od stycznia zeszłego roku non stop się zmienia, ale tym razem te zmiany są na plus i to bardzo duży plus. W ostatnim poście pisałam Wam o tym jak się uwolniłam z toksycznego związku. Z początku było mi ciężko, bardzo ciężko. Czułam się zagubiona, nie potrafiłam się w niczym odnaleźć jednak było tak jak wiele z Was pisało - z czasem zaczęło być coraz lepiej, coraz lżej. Teraz, po tych kilku miesiącach jestem innym człowiekiem. Nie jest to ta sama Karolina, którą byłam jeszcze kilka lat temu, przed tym wszystkim, ale z pewnością silniejsza niż jeszcze parę miesięcy temu. Pojawił się w moim życiu ktoś, kto na nowo uczy mnie bycia silną, kto pokazuje, że życie jednak może być piękne, kto daje mi szczęście, ale zarazem nie przywiązuje jak psa do budy. I mimo sporej różnicy wieku, bo 10 lat, to wierzę, że może się udać. 

A tak z innych nowości to w lipcu zaadoptowałam czteroletniego psiaka i trzy tygodnie temu zrobiłam kolejny tatuaż.

wtorek, 18 kwietnia 2017

Sometimes, all you can do is lie in bed and hope to fall asleep before you fall apart...

Chyba jestem dobra w tym znikaniu i pojawianiu się nagle, znikąd. To już kolejny taki nagły powrót w ciągu jakichś dwóch lat, a może ponad dwóch... Nie liczę już tego. Czuję, że właśnie w ciągu tych dwóch lat blog stał się miejscem, w którym wylewam swoje żale, a te dobre chwile zatrzymuję dla siebie, żyję nimi póki trwają, staram się nacieszyć nimi na zapas, bo już przywykłam do tego, że nie trwają one długo.
W moim życiu w ostatnim czasie wiele się dzieje. Ciężko mi powiedzieć czy pozytywnego, czy nie. Moi bliscy uważają, że wszystko jest jak najbardziej na plus, że moje życie w końcu wkracza na normalne tory. Studiuję i idzie mi całkiem nieźle, dostałam staż w urzędzie miasta, uwolniłam się z toksycznego związku, w którym miałam same zakazy, stawiane ultimatum ''ja albo studia'', ''ja albo staż/praca''... Jednak, mimo że wszystko wygląda tak jak powinno, mimo że powinnam w końcu odżyć to ja nie potrafię się odnaleźć w tej nowej dla mnie sytuacji. Czuję się jakbym została zupełnie sama, jak porzucone dziecko zdane tylko na siebie. Przez ponad dwa lata dzień w dzień był przy mnie ktoś, za kogo życie bym oddała, bez którego nie wyobrażałam sobie życia. Bo mimo całej tej toksyczności czułam w nim wsparcie, czułam się bezpiecznie, stabilnie... Teraz czuję jakbym się uczyła żyć na nowo. Każdego dnia tak ciężko jest mi wstać z łóżka i przeżyć kolejny dzień. Wiem, że z czasem będzie lepiej, ale mam wrażenie, że z dnia na dzień jest coraz gorzej. Staram się wierzyć w to, że jeszcze kiedyś będę szczęśliwa, ale na chwilę obecną po prostu staram się przeżyć kolejny dzień. 

piątek, 24 lutego 2017

Sadness flies away on the wings of time

Mam ochotę krzyczeć, wrzeszczeć, ale wiem, że i tak nikt nie usłyszy...
Czuję taką bezsilność, taką bezradność. 
Nie wiem co się dzieje
Nie ogarniam syfu, który mnie otacza
Kilka dni temu skończyłam dopiero 20 lat, a czuję, że ludzie 
wymagają ode mnie zbyt wiele
Tkwię w toksycznym związku od ponad dwóch lat 
i nie wiem jak się uwolnić, a może nie chcę? 
Czuję, że bez niego nie dam rady, że rozpadnę się jeszcze bardziej

Z każdym dniem rozpadam się coraz bardziej

czwartek, 12 stycznia 2017

Tęsknota

Nigdy nie myślałam, że to napiszę, a tym bardziej, że będę naprawdę to odczuwać, ale tak - tęsknię za Norwegią, tęsknię za swoim dawnym życiem, za tamtejszym życiem. Na początku czułam się jakbym była na wakacjach, nie docierało do mnie za bardzo to, że to już jest na stałe, a przynajmniej na najbliższych kilka lat. Dopiero kilka tygodni temu, kiedy zaczęłam wszystko analizować, myśleć nad tym wszystkim zaczęło do mnie docierać, że naprawdę tęsknię, że naprawdę brakuje mi tamtego życia. 
Zaczynam się powoli gubić w tym kraju. Życie mnie tutaj zaczyna przerastać, a co najgorsze przeraża mnie myśl, że muszę tutaj spędzić jeszcze najbliższych kilka lat swojego życia dopóki nie skończę studiów. Zaczynam jednak coraz częściej myśleć o tym jak mogę jak najszybciej wrócić do Norwegii nie przerywając studiów. Znałam kobietę, Polkę w Norwegii, która studiowała prawo online i co kilka miesięcy latała tylko na egzaminy do Warszawy. Zaczynam się zastanawiać czy na mojej uczelni jest również taka możliwość. Nie chcę podejmować takich decyzji zbyt pochopnie, pod wpływem emocji, to nie jest coś, co podejmuje się z dnia na dzień. Wiem jednak, że jeśli trafi mi się możliwość powrotu to wrócę. Na chwilę obecną czekam jeszcze na jakieś informacje, ponieważ złożyłam papiery w firmie norweskiej w Krakowie, jestem w procesie rekrutacyjnym, więc jest nadzieja na to, że mi się uda. 
Jestem naprawdę zdziwiona tym, że tęsknię, że zaczęło mi brakować tego, co kiedyś tak strasznie mnie irytowało i od czego pragnęłam się wyrwać. Nie wiem jak potoczy się moje życie, nie wiem gdzie będę za rok, dwa, a nawet za miesiąc, bo życie w ciągu kilku tygodni może się wywrócić do góry nogami i 2016 rok mi to doskonale pokazał, który swoją drogą był najgorszym rokiem do tej pory w moim życiu. Liczę jednak na to, że ten 2017 przyniesie mi coś dobrego. I tego samego życzę Wam :) Wiem, że spóźnione, ale szczęśliwego nowego roku, spełniajcie swoje marzenia, dążcie do wyznaczonych przez siebie celów i nigdy się nie poddawajcie ;)